Wszystkie wpisy, których autorem jest Patryk Wiśniewski

Wywiad z finalistami i laureatami 67. edycji Olimpiady Chemicznej

Witam Was serdecznie! Kiedy sam przygotowywałem się do Olimpiady Chemicznej jednym z najgorszych uczuć była samotność, która towarzyszy nam w trakcie przygotowań. Większość z nas nie należy przecież do Olimpijskich szkół i jesteśmy pozostawieni sami z tym ogromnym wyzwaniem. Dlatego uważam, że możliwość poznania historii innych osób, które mają to już za sobą, jest czymś absolutnie bezcennym.

Zapraszam Was zatem na podróż przez piękne historie Daniela (DP) , Marysi (MG), Huberta (HK) oraz Hani (HŻ), czyli tegorocznych laureatów oraz finalistów 67. Olimpiady Chemicznej.

Każdy z nas przechodząc przez tą Olimpijską ścieżkę nabywa własnych doświadczeń i ma inne spojrzenie na daną kwestię. A może chcesz podzielić się własnymi doświadczeniami? Serdecznie do tego zachęcam!

  1. Kiedy zaczęła się Twoja przygoda z Olimpiadą?

DP : Pomysł startowania w Olimpiadzie Chemicznej pojawił się w mojej głowie gdzieś w kwietniu III klasy gimnazjum i był wynikiem splotu różnych wydarzeń i epizodów w moim życiu. Pomimo szczerych chęci i usilnych starań dwukrotnie odpadłem na drugim etapie z Olimpiady Matematycznej Juniorów co uświadomiło mi, że pochodząc z małego miasteczka, bez  pomocy zewnętrznej nie będę w stanie nadrobić dzielące mnie od reszty uczestników zaległości. Jednakże nie chciałem porzucać marzeń i być po prostu w czymś dobry. I nagle pojawiła się zaskakująca informacja o wygraniu konkursu kuratoryjnego z chemii. Skoro nie matma, to chemia! Przez wakacje przerobiłem materiał licealny a we wrześniu zapisałem się na kurs do pierwszego etapu prowadzony przez Patryka.

MG : Można powiedzieć, że przed rozpoczęciem 1 klasy liceum. W tamte wakacje zaczęłam przerabiać materiał licealny, lecz nie poświęcałam temu za dużej uwagi. Pierwsze zmagania z zadaniami miałam w grudniu i zastanawiałam się jakim cudem da się je rozwiązać. 

HK : W pierwszej liceum będąc na totalnie innym kierunku (matematyczno – geograficznym) postanowiłem zdawać maturę z chemii, lecz z biegiem czasu zacząłem interesować się konkursami chemicznymi włącznie z Olimpiadą. Niestety przez zbyt późne decyzje ominął mnie start w pierwszej klasie, czego z perspektywy czasu bardzo żałuję.

: Krótko po trzecim etapie konkursu kuratoryjnego. Z drugiej strony wydaje mi się, że przygotowania do olimpiady, nawet o tym nie wiedząc, zaczynamy od momentu kiedy rozpoczynamy uczyć się matematyki w podstawówce. To w końcu daje nam podstawy, na bazie których można robić więcej. 

  1. Od jakiego poziomu ,,chemicznego” zaczynałeś/aś?

DP : Ciężko powiedzieć, gdyż chemia pojawiła się w moim życiu bardzo późno – ze względu na problemy zdrowotne szkolnej nauczycielki trafiła ona do mojego planu lekcji dopiero w drugim półroczu klasy II gimnazjum. Startując w konkursie gimnazjalnym w klasie III traktowałem ją raczej jako egzotyczny dodatek do konkursów, w których pokładałem znacznie większe nadzieje, czego najlepszym dowodem było odległe miejsce gdzieś pod koniec listy zakwalifikowanych do następnego etapu. Jednak szybko załapałem ogólną klarowność chemii i łącząc ją z zapleczem matematycznym, a także umiejętnością wyciągania wniosków udało mi się ostatecznie wygrać konkurs kuratoryjny, osiągając ex aequo najlepszy wynik na Podkarpaciu. Z pewnością dzięki niemu nabyłem podstawy i ogólny zarys chemii jako przedmiotu bardzo logicznego i jasnego, jednak przydały się one bardziej do ekspresowego przelecenia materiału licealnego niż prawdziwego wdepnięcia w struktury Olchemu.

MG : W 3 gimnazjum startowałam w konkursie kuratoryjnym, lecz doszłam tylko do etapu rejonowego, przez okropne obliczenia i stres. Brałam udział też w pojedynczych konkursach chemicznych. Pamiętam też, jak już po egzaminie gimnazjalnym, siedziałam w ławce i jak się nudziłam to rozwiązywałam równanie kwadratowe aby obliczyć pH roztworu. Nic z tego nie rozumiałam, lecz mogłam poszpanować taką matematyką przed innymi, haha.

HK : Można powiedzieć, że moja wiedza po gimnazjum była bardzo mała mimo startu w konkursie kuratoryjnym. Podczas pierwszego „poważniejszego” konkursu w pierwszej klasie pokonało mnie policzenie pH kwasu.

: Z poziomu Konkursu Kuratoryjnego, w 8 klasie zaczęłam powoli czytać podręczniki do LO. 

  1. Jaki był stosunek nauczycieli w szkole na wieść, że startujesz? Interesowali się? Pomagali Ci w nauce?

DP : Dużym problemem dla młodych w mojej okolicy jest brak ośrodka olimpijskiego i osób zajmujących się przygotowaniem do olimpiad. Jednakże mimo to nauczyciele szczerze mi kibicowali i pomagali jak tylko byli w stanie – sama możliwość odstawienia na kilka miesięcy szkolnych obowiązków i zajęcia się w dużej mierze wyłącznie olimpiadami była nieoceniona. Mimo, że zdecydowaną większość pracy musiałem wykonać sam w domu w czasie pozalekcyjnym to jednak nauczyciele mieli wobec mnie duży szacunek i nigdy nie szczędzili ciepłego słowa czy uśmiechu.

MG Powiem, że nawet zachęcali. Jak poszłam do szkoły to istniało Kółko Olimpijskie z Chemii. Na pewno uczęszczanie na nie było ogromnie rozwijające i motywujące. Bardzo też doceniam stosunek mojej wychowawczyni, gdyż troszczyła się o moje zdrowie psychiczne.

HK : Nie uczęszczałem do szkoły, w której olimpiady przedmiotowe były czymś powszechnym, dlatego też większość nauczycieli patrzyła trochę „z przymrużeniem oka”. Jednak nauczyciel z chemii do momentu, w którym był w stanie pomagać z materiałem służył pomocą w każdy możliwy sposób.

: Tak, nauczyciele zachęcali i zawsze służyli pomocną dłonią. W szkole odbywa się ciekawe kółko chemiczne na różnych poziomach zaawansowania. Co roku organizowane są też warsztaty olimpijskie. Szkoła dodatkowo oferuje uczniom możliwość wzięcia tzw. glejtu czyli zwolnienia olimpijskiego.

  1. Czy uważasz, że samemu da się przygotować do Olimpiady? Czy dobry nauczyciel jest absolutnie niezbędny?

DP : Znam ludzi, którzy do olimpiady uczyli się samemu i zawsze będę mieć wobec nich ogromny szacunek wiedząc jak bardzo jest to proces żmudny, ciężki i wymagający nakładów czasowych. Jednakże mając złe wspomnienia z OMJ’a już na samym początku oparłem swoje przygotowania o kogoś znającego realia olimpijskie i nie żałuję – dzięki temu zaoszczędziłem mnóstwo czasu i byłem w stanie po kilku miesiącach przygotowań, bez czytania jakiejkolwiek pozycji z polecanej literatury (no dobra, nieco minąłem się z prawdą, przeczytałem wówczas przed drugim etapem połowę 4 tomu Murrego) otrzeć się o finał w klasie pierwszej, do którego zabrakło mi 3 punktów. Trzeba pamiętać, że książki z literatury nie są książkami olimpijskimi a akademickimi i duża część materiału zawartego w nich jest nieprzydatna pod kątem olimpijskim zaś nauczyciel zawodowo zajmujący się korkami do olimpiady wie co i jak przekazać kursantowi. Dzięki temu czas poświęcony nauce nie jest czasem straconym. Poza tym zwykle tacy nauczyciele mają notatki czy materiały niedostępne publice.

MG : Stety, niestety, uważam, że nauczyciel jest niezbędny. Ucząc się w zeszłe wakacje straciłam cenny czas, podczas którego, mogłabym nawet odpoczywać, a nie szukać przypadkowych filmików o zagadnieniach chemicznych na YouTubie. Spektroskopii sama za nic nie umiałam ogarnąć, tak samo jak pewnych reakcji organicznych. Oglądałam filmiki z uczelni amerykańskich, brytyjskich, niemieckich. Powiem tyle – strata czasu. O wiele lepiej znaleźć nauczyciela, który rozumie styl nauki danego ucznia i jest w stanie mu pomóc. 

HK : Osobiście sobie tego nie wyobrażam, chyba że ktoś zacznie w pierwszej klasie liceum, wtedy może ma szansę zdobycia finalisty może w 4 klasie? Trzeba zaznaczyć, że jest to proces żmudny i wymagający ciężkiej pracy. Bez jakichkolwiek wskazówek trudno zwracać uwagę na ważne aspekty danego zagadnienia. 

: Sama nie byłam w takiej sytuacji – miałam szczęście do zaangażowanych nauczycieli, więc nie mi oceniać. Jednak myślę, że jest to możliwe, wymaga po prostu dużo więcej samozaparcia. 

  1. Jak ważne według Ciebie są ,,zdolności matematyczne” w kontekście sukcesu na Olimpiadzie?

DP : Chemia jako przedmiot ścisły jest nieodłącznie związana z matematyką, czy tego chcemy czy nie. Jednakże olimpiada nie wymaga od nas zaawansowanego aparatu matematycznego a sama matma objawia się w postaci podstaw nabieranych jeszcze w czasie gimnazjum/ostatnich klas szkoły podstawowej, tj. swobodzie w przekształcaniu wzorów, wyprowadzaniu układu równań czy rozumienia działań stechiometrycznych. Poza tym jest ona dość liberalna – często opiera się ona o podstawienia i założenia. Ograniczanie nauki chemii do kucia stosu podręczników czyni ją bardziej podobnym do przygotowania do matury z biologii niż uczestnictwa w olimpiadzie. Jednakże WAŻNA UWAGA! Olimpiada nie wymaga od nas posługiwania się rachunkiem różniczkowym czy całkowym. Kilkukrotnie już spotkałem się z takim stwierdzeniem i część osób rzeczywiście spędza sporo czasu szlifując całki i pochodne. Jest to niezbędne na studiach i maturze rozszerzonej z matematyki ale kompletnie nieprzydatne na Olchemie…

MG : O to jest pytanie, które pamiętam z wywiadu, który był już dawno temu . Proszę się tamtych ludzi nie słuchać. Wyszłam z poziomu przeciętnego na matematyce podstawowej, a olchem nie stanowił w tym wypadku wyzwania. Co prawda- są trudniejsze elementy matematyczne, ale to nic strasznego. Powiem nawet, że po Olimpiadzie, trochę się zmotywowałam i na koniec 2 klasy stwierdziłam, że na maturze rozszerzę matematykę, a co mi tam. Także trzeba po prostu więcej rozwiązywania zadań, niż gdybania czy się jest z czegoś dobrym, czy też nie.

HK : Myślę, że są bardzo istotne. Czasami bez przekształcenia czy wyprowadzenia jakiegoś wzoru nie sposób przebrnąć dalej przez zadanie. Obok logicznego myślenia zdolności matematyczne są drugim najważniejszym aspektem, jeśli myślimy o sukcesie w Olimpiadzie.

: Nie uważam, żeby “olimpijska matematyka” wykraczała poza poziom liceum, momentami może być nawet łatwiej – mamy przecież do dyspozycji kalkulator naukowy. 

  1. Opisz swój pierwszy start w Olimpiadzie – z jakich książek się uczyłeś/aś, od czego zacząłeś/aś, na co najwięcej poświęciłeś/aś czasu. Czy zrobiłeś/aś wszystkie zadania z poprzednich lat?

DP : Mój pierwszy start i w ogóle początek przygody olimpijskiej pokrył się ze zmianami jakie w moim życiu nastąpiły – dawny gimnazjalny ład prysł, znikła atmosfera i ludzie którzy ją tworzyli. W tym trudnym dla mnie czasie olimpiada stała się formą ucieczki od problemów, przez co mogłem oddać się jej całkowicie. Jak już wspomniałem, zacząłem od podręczników licealnych – wydaje mi się, że dobrze od nich zacząć bo jeśli wybierze się odpowiedni podręcznik, to niektóre zagadnienia podstawowe są wytłumaczone bardzo przystępnie dla nowicjusza. Później trafiłem na kurs Patryka do I etapu i okazał się on strzałem w dziesiątkę – genialnie zrobiony pozwolił mi przejść pierwszy etap rzutem na taśmie po odwołaniu bez korzystania z jakichkolwiek książek. No i tutaj zaczęły się schody – moja nauczycielka poszła na urlop chorobowy i o ile przed I etapem kółko było raz w tygodniu, o tyle teraz zostałem sam rzucony na głęboką wodę. Zaufałem wówczas Patrykowi, który po krótkim namyśle postanowił wyciągnąć pomocną dłoń i przeprowadzić mnie przez ten ocean pracy stojący przede mną. Nie czytałem żadnych książek, bo fizycznie zabrakłoby mi czasu by w ciągu miesiąca (czekałem do ostatniej chwili na wyniki odwołań, dlatego przygotowania zacząłem tuż przed Bożym Narodzeniem) przeczytać stos literatury. Teorią zajął się Patryk a ja szlifowałem ją po zajęciach na najróżniejszych zadaniach z poprzednich lat (nie miało znaczenia czy foldery B, finały czy II etapy), zbiorów zadań czy kserówkach znalezionych na internecie. Dla mnie, jako początkującego, dużym ułatwieniem był też zestaw zadań – folderowe polimery i aktywność były oczywiste że się pojawią a nieorgana związana była z moją ulubioną krystalografią. Pamiętam jak dzień przed zawodami Patryk powiedział – „Wiedzę masz i na pewno awansujesz sporo miejsc w rankingu. Pytanie czy wystarczająco dużo…”. Miał rację – z odległego miejsca w trzeciej setce ostatecznie miałem 140 wynik w kraju a do samego finału zabrakło mi 3 punktów. Szkoda mi popełnionych błędów, bo mogłem być na finale już w klasie pierwszej ale i tak byłem dumny, że udało się przygotować w miesiąc i otrzeć się o finał, który jak się niedługo okazało, i tak się nie odbył.

MG : To pierwszy start w Olimpiadzie Chemicznej miałam w tym roku szkolnym. Zaczęłam w bodajże listopadzie 1 klasy przerabiać McMurry’ego. Robiłam z 30/40 stron dziennie, ale bardzo nie polecam swojego stylu nauki. Nie potrafiłam na tyle się skupić, czy też nie miałam dobrych podstaw i skończyłam na tym, że tą książkę do 2 etapu przeczytałam 4 razy… w całości. Następnie zerknęłam na zadania z zeszłych lat, starałam się coś robić, ale bardziej byłam zażenowana, tym że to dla mnie za trudne. Pamiętam jak chyba w grudniu cała nasza szkoła pozamawiała mapy reakcji z Chemicznego Olimpu. Wtedy też zaczęłam sobie z nich robić fiszki i zapamiętywać je na pamięć. W ferie 1 klasy wypożyczyłam Bielańskiego i za granicą siedziałam sobie w kawiarni i całymi dniami robiłam notatki z pierwiastków. Co pół godzinny podchodził do mnie ktoś nowy i pytał się gdzie chodzę na studia… Może i to nie był najlepszy (a raczej najgorszy) sposób na naukę chemii nieorganicznej, to jednak jedna rzecz została mi w głowie. Kolory na jakie barwią płomień palnika niektóre pierwiastki! I kto by się spodziewał, że to będzie na 1 etapie 67 Olimpiady? Kto się śmieje ten się śmieje ostatni 😉 Od marca, kiedy zaczęła się pandemia, zrobiłam sobie plan co należy przerobić do listopada. Zaczęłam wtedy 1 etapy. W wakacje pyknęłam foldery wszystkie A i B, a potem nadszedł czas na 2 etapy, lecz nie w całości. Najwięcej czasu w całej mojej przygodzie zajęła mi chyba chemia nieorganiczna- oczywiście obejmowało to przerobienie wszystkich zadań z każdego etapu po parę razy oraz przeczytanie 2 razy książki Chemia Nieorganiczna (Chemiczny Olimp). Z każdego działu także zrobiłam wszystkie zadania z każdego etapu po parę razy. 

HK : Mój pierwszy start po wytężonych przygotowaniach nastąpił dopiero w drugiej klasie. Jednak na drugim etapie zadanie z chemii nieorganicznej i fizycznej rozłożyło mnie na łopatki dając sumarycznie około 10 punktów. W efekcie czego do finału brakowało mi sporo, jednak z zadania laboratoryjnego sumarycznie miałem 21 punktów. Przygotowywałem się przede wszystkim z McMurry’ego, Galusa, Atkinsa (Chemia fizyczna) i Minczewskiego. Jeśli chodzi o praktykę to tutaj dużo cennego doświadczenia dało mi własne laboratorium (szkoła niestety nie posiadała niektórych odczynników, które często były podstawowe na Olimpiadzie). 

: To było chaotyczne uczenie się. Była wtedy analityczna w folderze, więc zaczęłam od Galusa. Ostatecznie na I etap poszłam nie umiejąc rozwiązywać zadań z efektu wspólnego jonu. A dokładniej wydawało mi się, że wiem o co w tym chodzi, ale niestety sposób którego używałam nijak miał się do rzeczywistości. :p Mój poziom wiedzy z organicznej był niższy niż od tego serwują nam licealne podręczniki. Po prostu nie byłam jeszcze gotowa. 

  1. Czy dostrzegasz jakieś błędy w swoim przygotowaniu albo na samych zawodach, które popełniłeś/aś? Co teraz byś zmienił/a?

DP : Błędy w czasie zawodów są nieuchronne a olimpiadę wygrywa ten kto zrobi ich najmniej. Owszem, kiedy już zna się rozwiązania, boli myśl, że można było napisać inaczej ale zwykle nie mamy na nie wpływu (raczej w czasie zawodów brakuje lub szkoda nam czasu na sprawdzanie swoich odpowiedzi a nawet jeśli się na to zdecydujemy, to błędów własnych się ciężko szuka). Dlatego najlepiej nie otwierać rozwiązań po zawodach i czekać na wyniki z przeświadczeniem, że nie jest najgorzej 🙂 Co do samych przygotowań, z perspektywy czasu zacząłbym przygotowania od Atkinsa Ogólnego (którego robiłem w czasie pandemii) bo dużo materiału dublowało się z podręcznikami i przerabianie jego mając już podstawy było nieco stratą czasu.

MG : Błędy jakie popełniłam w przygotowaniu to staranie się zrobić wszystkiego perfekcyjnie, a w dodatku samemu. Po co mi było poznanie głupich ciekawostek chemicznych? Miałam też taki problem, iż każda najmniejsza pomyłka bardzo mnie demotywowała i się tym stresowałam, jak czegoś nie wiedziałam to leciała “kula śnieżna”. A i najważniejsza rzecz- uczenie się za dużo. Moja nauka do 2 etapu to było coś przerażającego. Startowałam do Olimpiady w tym samym czasie co mój o rok starszy brat. Podczas gdy ja się uczyłam przez miesiąc od 4 rano calutki dzień, bez przerw, ten sobie siadał na dosłownie parę godzinek dziennie. Chyba jego podejście było lepsze- koniec końców oboje osiągnęliśmy tytuł finalisty.

HK : Moim zdaniem największym błędem może być bagatelizowanie zadań z poprzednich lat robiąc je „z odpowiedziami”. Nie mówię tutaj o typowym uczeniu się na zadaniach, lecz zbyt szybkim sprawdzeniu odpowiedzi – to mój podstawowy błąd popełniony przy pierwszym starcie “bo to bym umiał/wiedział”. Co do samych zawodów ważne jest, aby odrzucić pierwsze wrażenie w momencie, gdy dostajemy zadania. Mnie się to przydarzyło na drugim etapie podczas pierwszego startu. W końcu przygotowujemy się ładny kawał czasu do tych zawodów i szkoda, aby zgubna otoczka „trudności” zadań pozbawiła kogoś drogi do sukcesu.

: Moim zdaniem największym błędem może być bagatelizowanie zadań z poprzednich lat robiąc je „z odpowiedziami”. Nie mówię tutaj o typowym uczeniu się na zadaniach, lecz zbyt szybkim sprawdzeniu odpowiedzi – to mój podstawowy błąd popełniony przy pierwszym starcie “bo to bym umiał/wiedział”. Co do samych zawodów ważne jest, aby odrzucić pierwsze wrażenie w momencie, gdy dostajemy zadania. Mnie się to przydarzyło na drugim etapie podczas pierwszego startu. W końcu przygotowujemy się ładny kawał czasu do tych zawodów i szkoda, aby zgubna otoczka „trudności” zadań pozbawiła kogoś drogi do sukcesu.

To nie jako moja odpowiedź: A czy to się nie dubluje z pytaniem w 12.? 

[Przyp. Nie, to pytanie skupia się na ogółu błędów, których usunięcie mogło np. doprowadzić nas szybciej do finału. W pytaniu 12. natomiast skupiamy się na największym błędzie, czyli zwykle tym popełnionym na zawodach, a który kosztuje nas ogrom punktów]. 

  1. Opisz to samo, ale już z ostatniej (3/4) klasy. Co się zmieniło najważniejszego, co miało potem wpływ na Twoje dostanie się do finału?

DP : Ja również mam przyjemność startowania w jeszcze jednej, 68. edycji Olimpiady Chemicznej

MG : Nie mogę powiedzieć, gdyż teraz idę do klasy maturalnej 🙂 

HK : W trzeciej klasie wizja matury szła równo z Olimpiadą jednak przez zdalne nauczanie mogłem się zagłębić tylko w naukę do OlChemu. Wtedy dzięki Patrykowi wiedziałem na co muszę poświęcić najwięcej uwagi, jednocześnie ponownie przerabiając wszystkie możliwe zadania z poprzednich lat. W „wolnym czasie” mogłem dodatkowo doczytywać inne szczegóły istotne np. pod kątem tematyki zadań z folderu i układać swoje zadania.

: Teraz idę do 3 klasy czteroletniego LO. 

  1. Co jest według Ciebie ważniejsze – nauka z książek czy przerabianie zadań? A może trzeba znaleźć w tym wszystkim jakiś złoty środek?

DP : Być może wiele osób się ze mną nie zgadza, ale ja jestem zagorzałym zwolennikiem uczenia się na zadaniach – ludzie często mają tendencję do kupowania stosu literatury i przerabiania jej od deski do deski tłumacząc, że wszyscy tak postępują i jest to najlepszy sposób przygotowań (niestety wielu nauczycieli do tego zachęca lub wręcz ustala taki plan przygotowań). Jednakże nierzadko zapominamy, że nie są to książki olimpijskie a akademickie i raz, że zawierają mnóstwo zbędnej wiedzy, to dwa – są pisane trudnym naukowym językiem. Jak już wspominałem, otarłem się o finał robiąc jedynie zadania, a tytuł laureata zdobyłem mając za sobą tylko i wyłącznie Murrego (bardzo zachęcam wszystkich do szukania IX edycji, gdyż ma ładniejszą szatę graficzną i dużo więcej zadań niż poprzednie wersje) oraz Atkinsa Ogólnego, który de facto niewiele mi pomógł. Takie podejście pozwala zaoszczędzić ogrom czasu i skupić się na tym co rzeczywiście istotne w kontekście olimpiady.

MG : Bez dwóch zdań przerabianie zadań. Naczytałam się w życiu wiele książek, jedyna która mnie porwała to Clayden (pierwsze części całkowicie zmieniły moje podejście do chemii organicznej, szkoda że pozycja przeczytana dopiero po finale. Mimo to polecam każdemu <3). Reszta rzadko była mi w stanie pomóc, gdyż były to przede wszystkim podręczniki akademickie, nie pod Olimpiadę Chemiczną. Przerabianie zadań pozwala na sprawdzenie siebie oraz rozpracowanie “planu gry”.

HK : Moim zdaniem istotne jest zarówno jedno jak i drugie, jednak to na zadaniach można wyłapać swoje ewentualne braki – warto z nich wyciągnąć tyle ile się da. Pytanie co zrobić, jak skończą się zadania? Wtedy można zacząć układać swoje zadania, co też pozwala odkryć Olimpiadę na nowo, jednocześnie poznając spotykane wcześniej problemy od zupełnie innej strony.

: Jeżeli chodzi o fizyczną i analityczną to zdecydowanie wolę uczyć się rozwiązując zadania. W przypadku nieorganicznej myślę, że pół na pół, organa za to wymaga moim zdaniem większego nacisku na teorię. 

  1. Ile czasu dziennie (albo tygodniowo) poświęcałeś/aś na naukę do Olimpiady? Czy zdradzisz czytelnikom jakieś rady odnośnie nauki?

DP : Wszystko zależy od tego ile czasu zostało do zawodów i w której klasie zaczynamy startować. W czasie wakacji pracowałem takim trybem, że największe upały spędzałem nad zadaniami leżąc w hamaku, w zacienionym tarasie, a popołudniami gdy upał nieco odpuszczał, wychodziłem na rower, na piłkę czy do znajomych – wydaje mi się, że jest to najrozsądniejszy sposób połączenia wakacyjnego wypoczynku i nadrabiania zaległości. Oczywiście pamiętajmy, że olimpiada jest jedynie konkursem i nic nie wróci nam poświęconego czasu i wspomnień z młodości. Wraz z rozkręcaniem się roku szkolnego moje przygotowania stopniowo nabierały na sile – najpierw przez wrzesień i październik musiały być łączone z obowiązkami szkolnymi, później coraz bardziej odpuszczałem szkołę zajmując się olimpiadą. Najbardziej intensywny okres zaczyna się zwykle po Nowym Roku – to wtedy rzeczywiście człowiek stawia wszystko na jedną kartę i każdy dzień wygląda tak samo – wstajesz koło 9 (wbrew pozorom sen jest bezcenny w czasie gdy w ciągu dnia pracujesz tygodniami bez przerwy) i po śniadaniu z przerwami na posiłki pracujesz po kilkanaście godzin. Czy jest to odpowiedni sposób przygotowań? Nie wiem, bo nigdy innego nie stosowałem. Ale moją wskazówką i drogą do sukcesu jest poszukanie ludzi, z którymi można współpracować i ten czas spędzić wspólnie, nawet jeśli wymagałoby to podzielenia się długo szukanymi materiałami czy niedostępnymi książkami. Nie ma nic piękniejszego niż ludzie, których łączy wspólna pasja i cel, więc gwarantuję, że jeśli przestaniemy traktować innych jako konkurencję, to nie dość, że czas spędzony nad zadaniami da dużo lepsze rezultaty (co kilka głów to nie jedna) to jeszcze można zawiązać długoletnie przyjaźnie i uczynić okres olimpijski niezapomnianą przygodą.

MG : W zeszłe wakacje uczyłam się powiedzmy ¾ czasu. W takie dni uczyłam się od 5-10h dziennie. Były bezsensowne bo de facto nie wiedziałam co robię, ale nic… Do 1 etapu 2 tygodnie po 10h, a z 2 etapem…

Nie wiem, czy mam się chwalić czy wstydzić, ale do 2 etapu wstawałam o 4 rano i się uczyłam bite 12-14 godzin. Nie liczyłam w to przerw, obiadu, czy też pozwolenia sobie na spacer. Przez to naukę kończyłam o 21 i wszystko codziennie od nowa. Finał to była już tylko zabawa- siadałam z resztą finalistów po parę godzin dziennie na rozwiązywanie zadań i dodawałam od siebie parę godzin czasem.

HK : Tutaj bywało różnie, jednak przy zdalnym nauczaniu z 2 – 4 godzin dziennie można było zrobić czasami i 6 godzin. Pamiętam jednak, że czas przed drugim etapem tegorocznej edycji był bardzo gorący, wtedy przez około 3 tygodnie przygotowania trwały „od wstania do spania” średnio po 14 godzin dziennie, co dało wynik około 250 godzin.

: : Nigdy tego nie liczyłam. Robią na mnie wrażenie liczby podawane przez Marysię. Ja należę do osób, które mają problemy ze skupieniem się przez dłuższy okres czasu, więc raczej więcej niż godzinę “na raz” nie jestem w stanie się uczyć. Zawsze sporo czytam w nocy, wtedy też nadrabiałam materiał do olimpiady.

  1. Co uważasz za swoje największe osiągniecie na Olimpiadzie?

DP : Może i to bardzo prymitywne ale zrozumieć to może jedynie osoba, która przeszła podobną drogę do mnie. Otóż myślę, że największym sukcesem był sam tytuł laureata osiągnięty w moim rodzinnym, 70-tysięcznym mieście, w szkole mocno nieolimpijskiej, pomimo wielu przeszkód, poczucia samotności, ogólnej niepewności i świadomości dzielących mnie od innych ośrodków warunków rozwoju. Długo zastanawiałem się nad obraniem drogi przyjaciół i przeniesieniem się do krakowskiej „piątki” wydającej się mi wówczas utopijnym rajem olimpijczyków. Ostatecznie jednak zostałem w Mielcu, chcąc pokazać sobie i innym (z pozdrowieniem dla Mai K.), że można godnie rywalizować z innymi nie wyrzekając się rodziny i bliskich. Cieszę się, że udało się to zrealizować i mimo poniesionej ceny nie żałuję swojego wyboru.

MG : Osiągnięcie tytuły finalisty za 1 startem.

HK : Wolny wstęp na uczelnie medyczne, w tym pandemicznym roku tytuł finalisty pozwolił mi zaoszczędzić wiele stresu, zwłaszcza podczas matur.

: To, że całkiem dobrze się bawiłam pisząc OLCHEM. Uważam, że za bardzo taktujemy olimpiady jak być, albo nie być, a za mało czerpiemy z tego radości. Myślę, że właśnie “fun” powinien być każdego największym olchemowym osiągnięciem

  1. Jaki największy błąd popełniłeś/aś w trakcie przygotowań lub na samych zawodach?

DP : Aby nie dublować odpowiedzi z podpunktem 7. to może wspomnę o swoich błędach w czasie samych zawodów. Najbardziej chyba boli pomylenie wzoru pirytu przed rokiem – w czasie zawodów dość intuicyjnie uznałem siarkę za dwuwartościową co nasunęło prosty związek FeS. Wychodząc z zawodów uświadomiłem sobie, że coś jest nie tak i stanąłem na schodach Politechniki Rzeszowskiej jak wryty pojmując, że to przecież FeS2 . Kosztowało mnie to jakieś 6 punktów i zagrodziło drogę do finału. Co ciekawe, nie czułem wówczas wielkiej goryczy, bo i tak wynik był wyjątkowo niespodziewany i raczej satysfakcjonujący, niemniej jednak mogłem już wtedy pirytem postawić kropkę nad „i” i zaskoczyć wszystkich, którzy we mnie nie wierzyli😊

MG : Uczenie się bezsensownych rzeczy (do teraz znam nazwy większości reakcji, po co?). A na zawodach, na 2 etapie przesunęłam źle nawias przepisując brudnopis i straciłam parę ładnych punktów na nieorganie. Nic się nie stało, ale na przyszłość warto takich rzeczy pilnować.

HK : Największym błędem była redukcja NaBH4 która z ketonu na zawodach dała mi alkan psując całą syntezę, przez co straciłem wiele czasu na drugim etapie. Zaś w tegorocznym finale bardzo bolał mnie podpunkt z absorbancją polianiliny – zapomniałem o fakcie, że światło absorbowane i barwa nie są jednak takie same. Co do innych błędów, chyba udało mi się ich uniknąć, Patryk podczas przygotowań zwraca uwagę czego na pewno nie robić podczas rozwiązywania zadań.

: Teraz nie czytałabym podręczników licealnych, a przeszła od razu do Chemii Ogólnej Atkinsa. Liczyłabym też dokładniej “zgięcia” we wzorach szkieletowych, bo na tym straciłam masę punktów w tym roku. 

  1. Pamiętasz dzień wyników po II etapie, w którym stało się jasne, że jesteś w finale?

DP : Jak najbardziej. Pojawiły się dwa dni przed osiemnastymi urodzinami i pozwoliły nareszcie odetchnąć pełną piersią – czułem, że napisałem drugi etap zdecydowanie poniżej swoich możliwości i miałem świadomość, że znów będę na granicy przejścia. Tym razem znalazłem się ponad czerwoną kreską i po dwóch latach pracy zostałem finalistą olimpiady. Wbrew pozorom nie odczuwałem euforii, raczej ogromną ulgę, głównie ze względu na zbliżający się wielkimi krokami finał.  Udzieliła się ona natomiast po wynikach finału tak, że przez całą noc nie zmrużyłem oczu 😄

MG : Tak, tak. Nie było mnie od prawie 2 tygodni w domu, gdyż zrobiłam wypad do mojej kuzynki na drugi koniec Polski na zdalne nauczanie. Rano dostałam informację od mojej koleżanki Klaudii, że ich Komitet wysłał im wyniki. Niestety u mnie się jakoś nie spieszyli i mogłam się dowiedzieć o moim przejściu dopiero wieczorem. Cała rodzina od strony taty była przy nas, kiedy razem z bratem dowiedzieliśmy się o naszym sukcesie. Chyba ucieszyli się oni nawet bardziej ode mnie.

HK : Oczywiście! Obstawiałem, że wyniki pojawią się wieczorem cały czas odświeżając stronę na Facebooku, jednak rano dostałem maila od przewodniczącego mojego okręgu – już o 8 rano wiedziałem, że jestem zakwalifikowany. Początkowo nie pamiętałem swojego numeru startowego (w pierwszej chwili źle odczytałem…) jednak, gdy już wszystko było wiadome radość była nie do opisania!

: Bardzo dokładnie, paradoksalnie pamiętam to tak dobrze nie przez same wyniki, a to, że byłam wtedy na kilkudniowym treningu jeździeckim w mojej ulubionej stadninie. Zaraz po sprawdzeniu wyników pobiegłam do mojej koleżanki, z którą byłam na zgrupowaniu i mgliście tłumaczyłam o co chodzi. 

  1. Wymień największe swoim zdaniem korzyści wynikające z samego startu w Olimpiadzie, w kontekście studiów lekarskich lub innych. 

DP : Z pewnością sam fakt bycia przyjętym na uczelnie medyczne lub chemiczne praktycznie w całym kraju bez względu na wyniki matur jest ogromnym udogodnieniem i sowitą zapłatą za włożony trud, szczególnie dla ludzi raczej nie przepadających za kuciem biologicznych podręczników. Ponadto uczelnie oferują olimpijczykom różnej wielkości stypendia, które zwykle wystarczą na opłacenie mieszkania i ułatwiają wdrożenie się w życie akademickie.

MG : Zdecydowanie to, że jest już lista uczelni medycznych do których się dostałam. W 3 klasie mogę dlatego na spokojnie podejść do matury rozszerzonej z matematyki oraz biologii (której za chiny nie umiem). Jeszcze cudowne jest to, że na większości (o ile nie na wszystkich) uczelni dostaje się w różnej wielkości stypendium podczas 1 roku studiów. Z tego co słyszałam to zależnie od miasta kwoty wahają się od 500-2000 zł miesięcznie. Na pewno jest to w stanie odciążyć nas i rodziców.

HK : Od października zaczynam studia w Poznaniu. Myślę, że tutaj styczność z nieco cięższym niż „maturalny” trybem nauki oraz gorący okres przed drugim etapem porównywalnym do sesji będą stanowiły cenne doświadczenie w ciągu dalszej edukacji. 

: O ewentualnych korzyściach będę mogła mówić dopiero jak będę na studiach. 😀

  1. Najlepsze wspomnienie z OlChemu?

DP : Oj, było ich wiele. Długie godziny zajęć do późnej nocy, cotygodniowe zajęcia na Uniwersytecie Jagiellońskim, obecność w wielkiej olimpijskiej wspólnocie, możliwość rozmów i dyskutowania przede wszystkim z olimpijczykami, bo nie ukrywam, bardzo mi tego brakuje u siebie w Mielcu. W klasie II natomiast współpraca i wielogodzinne klepanie zadanek z resztą finalistów Patryka, dzięki czemu nauka do finału była zabawą i przyjemnością. Ponadto, a może w szczególności, dzień wyników finału i wiadomość, że pomimo wyniku w granicach 60 pkt znalazłem się w top 30 kraju a zaraz później telefon od Marysi z gratulacjami, które rozciągnęły się na bite dwie godziny rozmowy – jak wspominałem wyżej, miesiącami tłumione emocje dały o sobie znać następnej nocy a gdy już udało mi się zamknąć oczy, gdzieś koło godziny 3 dzwoni przyjaciel z gratulacjami😄. Takich chwil się nie zapomina.

MG : Spotkania “naukowe” z innymi finalistami Olimpiady. Dzięki inwencji Daniela, przez prawie miesiąc robiliśmy niemal codzienne spotkania po parę godzin. Siedzieliśmy sobie sami w 4 rozwiązując zadania z Olimpiady Międzynarodowej. Była to super okazja aby się razem pośmiać i poznać. Na pewno dzięki temu, gdziekolwiek pojadę w Polsce, znajdę tam jakiegoś “Olchemika” do rozmów.

HK : Moment kiedy policzysz punkty po drugim etapie, a potem okazuje się, że pomyliłeś się zaledwie o 2 punkty, jednocześnie będąc w pierwszej 30 zawodników.

: Chyba przygotowania do etapu laboratoryjnego, którego zresztą niestety nie było w tym roku. Lubię gotować, a przecież ,,Chemistry is like cooking, just don’t lick the spoon!”.

  1. Jak wpłynęła na Ciebie informacja z wyników, kiedy okazało się, że finał jeszcze nie dla Ciebie?

DP : Szczerze mówiąc jadąc na zawody raczej nie nastawiałem się, że przejdę, będąc świeżym olimpijczykiem bez większego doświadczenia chociażby w pracy w laboratorium. Jednak wynik okazał się być całkiem przyzwoity jak na pierwszą klasę, sam byłem bardzo zaskoczony 15 punktami z części laboratoryjnej, która wyjątkowo sprawiła ogromne problemy ludziom. Mimo lekkiego żalu głównie wynikającego z sporej ilości błędów własnych, które nie powinny były się pojawić to jednak utrwaliło mnie to w przekonaniu, że mam o co walczyć i pozwoliło nabrać ogromnej pewności siebie – rok później wiedziałem już czym jest olimpiada, jak zachować zimną krew w sytuacjach kryzysowych, jak rozdysponować czas i mądrze dobrać strategię w czasie zawodów. 

MG : Tylko raz startowałam w olimpiadzie, także nie do mnie pytanie. 

HK : Spodziewałem się takiego rezultatu, jednak już wiedziałem, że to cenne doświadczenie zdobyte na drugim etapie będzie bezcenne w dalszych przygotowaniach. 

: W pierwszej klasie nie przeszłam 1 etapu, było mi trochę przykro. Z drugiej strony mogłam pojechać z klubem narciarskim na ferie (drugi etap odbywał się akurat podczas zimowych wakacji dla mojego województwa). Sama wiem, że wtedy nic bym nie zawojowała na olchemie, a straciła świetne 2 tygodnie treningów ze znajomymi. 

  1. Jak według Ciebie powinno traktować się porażki poniesione na OlChemie?

DP : Porażki są nieodłączną częścią naszego życia i najrozsądniejszą opcją jest zastanowienie się gdzie tkwi problem i wyciągnięcie z nich wiedzy na przyszłość. Z drugiej strony bardzo trudno zachować spokój kiedy masz świadomość, że odpadając z zawodów na II etapie w klasie maturalnej do egzaminu dojrzałości zostało kilka miesięcy i niestety musisz po morderczych miesiącach pracy zresetować się i skupić na nadchodzącej maturze. Jest to chyba najsmutniejszy obraz olimpiady, o którym łatwo się zapomina. Jednak myślę, że sam start w olimpiadzie jest cenną lekcją i ewentualna porażka, odważnie i mądrze przyjęta, uczy pokory i bezsprzecznie jest źródłem życiowego doświadczenia z którego będziemy przez lata czerpać.

MG : Dzięki porażkom, lepiej zapamiętujemy błędy, dzięki czemu możemy ich w przyszłości nie popełniać. Zresztą, nie należy tego nazywać porażkami. Tak jak Edison, który starając się wynaleźć żarówkę mówił, że nie odniósł porażki, ale odkrył tysiące błędnych rozwiązań. 

HK : Moim zdaniem najlepiej jest je wszystkie zapisywać, nie ważne co to będzie. Potem można otworzyć „zeszyt błędów” przed kolejnym etapem i wiedzieć czego na pewno nie robić.

: Zawsze staram się podchodzić do życia na zasadzie “nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło”. Po prostu nie traktujmy olimpiady jako głównego celu życiowego, a wtedy porażki będa łatwiejsze do przejścia.  

  1. Czy Olimpiada jest dla każdego?

DP : Olimpiady przedmiotowe to bez wątpienia sport – niczym w maratonie długie lata pracy i treningów sprowadzają się do kilku godzin zawodów, w których liczą się nie tylko umiejętności ale także strategia i dyspozycja dnia. Stąd też można zapytać inaczej – „Czy sport jest dla każdego?”. Wracając zaś do samej olimpiady, myślę że największą przeszkodą jesteśmy my sami i nasza mentalność – jeśli ktoś z góry zakłada, że nie poradzi sobie i olimpiada nie jest dla niego, to z dużą dozą prawdopodobieństwa już na starcie skreśla swoje szanse. Z drugiej strony trzeba się przygotować nawet nie na jakieś heroiczne, tytaniczne poświęcenie (licea czteroletnie są pod tym względem znacznie przyjemniejsze dla olimpijczyków, bo czas przygotować można rozciągnąć sobie o tak naprawdę dwa lata dłużej) co na systematyczność i sumienność bo jednak bez tego ciężko marzyć o finale. Olimpiadą (czy przedmiotem) trzeba się po prostu zafascynować, gdyż nabierzemy wtedy swego rodzaju łaknienie wiedzy, w innym wypadku klepanie zadanek szybko staje się nudne i monotonne. Odpowiadając na pytanie – w mojej opinii tak, olimpiada jest dla każdego kto tego prawdziwie chce, z różnych powodów (każdy ma swój subiektywny sposób patrzenia na cel ostateczny jakim jest finał/tytuł laureata). Rzeczywiście, każdy ma inne doświadczenie z konkursami, inne warunki rozwoju i jedni już od początku będą czuć swobodę i łatwość przyswajania materiału, innych będzie to kosztować więcej czasu i pracy. Ale wydaje mi się, że kluczem do sukcesu są nieustępliwość i pracowitość a one w dużej mierze zależą od nas samych.

MG : Nie, nie jest. Nie każdy ma tyle zaparcia w sobie i energii do podążania za wyznaczonym celem.

HK : Generalnie powiedziałbym, że tak. Jednak tutaj wskazałbym wyjątek: Olimpiady nie można traktować wyłącznie w sposób innej drogi na studia – wtedy można się szybko wypalić. Sukces w dużej mierze zależy tutaj od ciężkiej pracy i poświęconej liczby godzin na przygotowania.

: Myślę, że tak. Różnorodność olimpiad jest tak duża, że każdy znajdzie coś dla siebie – jak nie chemia to historia. Podobno jest też olimpiada wiedzy o mleku i mleczarstwie, albo wiedzy o żywieniu i żywności, która daje 100% z biologii na niektórych uczelniach medycznyc

  1. Gdybyś teraz miał startować do Olimpiady – od jakich książek byś zaczął/ęła?

DP : Pominąłbym podręczniki licealne i zamieniłbym je na Atkinsa Ogólnego a potem mój ulubiony McMurry (SZUKAJCIE IX EDYCJI)

MG : Zgodzę się z Hubertem. Tylko w odwrotnej kolejności 🙂 

HK : McMurry i Atkins (Chemia ogólna) to moim zdaniem dwie złote pozycje.

: Zgadzam się z Marysią i Hubertem.

  1. Czy gdyby cofnąć czas – wystartowałbyś/ałabyś jeszcze raz w Olimpiadzie? Biorąc oczywiście pod uwagę serię wyrzeczeń, poświęcenia i ogromu ciężkiej pracy z jaką to się wiązało?

DP : Z pewnością tak. Olimpiada bardzo szybko stała się moją wizytówką, częścią mnie, jedynym pomostem kontaktu z ludźmi pełnymi pasji, ambicji i chęci do sięgania dalej niż to co na wyciągnięcie ręki. Była dla mnie oderwaniem się od szarej, trudnej rzeczywistości i celem samym w sobie. Ponadto olimpiady, mimo że często kompletnie nieprzydatne w pracy naukowej, to jednak kształtują wiele cennych umiejętności jak pracowitość, cierpliwość, systematyczność, sumienność, umiejętność skupienia się przez dłuższy czas i dysponowania nim. Owszem, wymagają mnóstwo sił i mimowolnie wpędzają nas w wir rutyny i monotonii, stąd też patrząc przez pryzmat tych dwóch lat, zachęcam do tego by nie rezygnować przy tym z drugiego człowieka i chociażby raz w tygodniu oderwać się na chwilę od książek i wyjść ze znajomymi, bo kiedy opadnie już olimpijski kurz, całe miesiące pracy zlewają się w jeden blok życia do którego raczej nie wracamy wspomnieniami, a życie mija bezlitośnie bez szalonych, niezapomnianych chwil z młodości. Co do mnie, cieszę się, że dzięki niej mogłem dalej się rozwijać i nie zatracić wypracowanego przez lata sposobu życia. Pewnie gdyby nie chemia, zająłbym się fizyką lub wcześniej wróciłbym do matematyki. Jednak nie żałuję swoich decyzji a pandemia jedynie utwierdziła mnie w przekonaniu, że otrzymaną szansę należy wykorzystać, co też uczyniłem.

MG : Z racji na pandemię- tak. Nie było przecież możliwości spotkań, zaangażowania się w życie szkolne. W innym wypadku? Szczerze mówiąc sama nie wiem. Chyba tak, gdyż posiadanie indeksu na pewne uczelnie oraz szansa poznania wielu ludzi jest złotem.

HK : Zdecydowanie tak, jako tegoroczny maturzysta czuję wielki niedosyt widząc tegoroczny folder 68. edycji, z racji na brak etapu centralnego w Warszawie… Jednak każda minuta i każde potknięcie podczas tej trzyletniej drogi do finału etapu była warta. Cenne doświadczenie, poznani ludzie, zawarte znajomości, wolny wstęp na studia czy stypendia to tylko niektóre z plusów, które można zdobyć biorąc udział w Olimpiadzie.

: Uważam podobnie jak Marysia, pandemia dała mi cenny czas, który spożytkowałam akurat na przygotowania do olimpiady. 

O mnie – część 4

Cyferka cztery wydaje się niepokojąco narcystyczna, jednak przez ostatnie trzy lata trochę się wydarzyło. W poprzednich częściach opowiedziałem Wam dokładnie jak wyglądała moja przygoda z Olimpiadą Chemiczną.

  1. O Mnie – cz. I
  2. O mnie – cz. II
  3. O mnie – cz. III

Na czwartym roku studiów jak zwykle kontynuując swoją tradycyjną sinusoidalną zależność ,,bardzo dobra forma – biegam maratony/fatalna forma +20 kg ” ponownie wróciłem do sportu, tym razem namiętnie jeżdżąc na rowerze. Niestety pewnego razu po treningu okazało się, że czeka mnie operacja torbieli pilonidalnej.

Po nieudanej operacji, nieudanej poprawce operacji zakończyło się na wakacjach spędzonych w swoim pokoju, ze specjalistycznym opatrunkiem próżniowym (tzw. VAC), który musiał być podłączony do kontaktu, a zatem także i ja byłem do kontaktu bezpośrednio przywiązany. Z jednej strony można by powiedzieć, że nieciekawa sytuacja, ale z drugiej strony miałem 3 miesiące (studenckie wakacje trwają do października) wolnego i nudę absolutną.

Wtedy mama mojej dziewczyny podrzuciła pomysł na stronę o Olimpiadzie Chemicznej. Zacząłem namiętnie pisać artykuły w ilości i tempie dzisiaj dla mnie abstrakcyjnym (no bo mieć trzy miesiące wolnego czasu to po prostu dziś abstrakcja).

W ciągu pięciu miesięcy napisałem 60 postów o łącznej ilości 110 tysięcy słów co daje 730 słów dziennie, non stop! Do dziś pamiętam pierwsze w życiu polubienia wpisów, pierwszy komentarz i ogromny stres, który temu towarzyszył (,,czy coś jest źle”?).

Pozytywne opinie napędzały mnie w działaniu, a ja z wielką radością zaobserwowałem, że udało się stworzyć mikro społeczność, którą łączy wspólna pasja, wspólny cel. Wreszcie po zawodach można było zobaczyć opinie i najświeższe, pełne emocji wrażenia tuż po I czy II etapie. Odżyło to, co kiedyś żyło na nieistniejącym już forum chemicznym.

To było tak naprawdę główną siłą napędową do stworzenia tej strony. Aby wspomóc osoby, które są z mniejszych miast czy też takich, które chodzą do zwykłych szkół, gdzie nie ma olimpijczyków. Takie osoby nie mają z kim pogadać o Olimpiadzie, ani nawet nie mają jak się dowiedzieć jak poszło innym. Czy zawody były łatwe czy trudne?

W międzyczasie produkowałem materiały i zadania na zajęcia ze swoimi zawodnikami, jednocześnie przechodząc wielką wewnętrzną rewolucję w swoich przygotowaniach. Jako że sam OlChem co rok się zmienia, tak samo zmieniały się moje metody nauczania.

Mam tutaj akurat łatwość, bo na medycynie już od samego początku jesteśmy nastawiani na to, że zmiany w leczeniu czy inne są nieustanne i trzeba się do nich adaptować.

Nie ma dwóch takich samych edycji, do których przygotowywałbym tak samo. Pozostaje co prawda jeden wspólny mianownik, który zresztą wyczytaliście na stronie już dziesiątki razy :

Uczmy się do Olimpiady Chemicznej, a nie do Folderu Wstępnego.

Oczywiście tematyka FW również zostaje ostatecznie pogłębiona, ale robimy to w okresie przedstartowym. Na początku ogarniamy wiedzę ogólną, ale jednocześnie taką, która przydaje się na samej Olimpiadzie, ale także przede wszystkim – jest niezbędna do zrozumienia chemii.

Gdzieś tam na boku prywatnym do drzwi powoli pukała dorosłość, która już niedługo miała te drzwi wręcz wyważyć. Nadeszły najlepsze wakacje życia, skwitowane zaręczynami i cóż… było fajnie!

W międzyczasie udaje się ukończyć studia medyczne, dostając prawo wykonywania zawodu (tak zwany PWZ). Za chwilę zaczynam staż lekarski, miesiąc przed którym założyłem firmę mając dokładnie 1000 zł na koncie, a więc ryzyko i stres zaczęły szybować w górę.

Całe jednak te organizacyjne sprawy, ZUSy, księgowe, kody PKD, podatki i tysiąc innych spraw były skutecznie przyćmiewane przez to, że robię to co kocham, czyli już profesjonalnie zajmuję się Olimpiadą! To był jeszcze czas kursów, które sam już pamiętam jak przez mgłę i z perspektywy czasu wiem, że dało się je przeprowadzić znacznie lepiej. To spowodowało, że temat kursów odłożyłem na bok, zdając sobie sprawę jak niewyobrażalnej pracy potrzeba, aby opracować cały materiał olimpiadowy.

Zająłem się zajęciami indywidualnymi, chociaż nie brałem wtedy wielu osób, ponieważ codziennie chodziłem na staż. Widząc jednak rosnące zainteresowanie stroną/zajęciami staż zaczął mi przeszkadzać. Pamiętam jak próbny II etap dokańczałem z Radkiem Tokarskim do 5:30 w nocy, bo chyba jakoś rano trzeba go było puścić. Na ostatnią chwilę wyłapywaliśmy jakieś błędy, te drobne i te bardziej poważne, ale ostatecznie udało się przeprowadzić go bez żadnych usterek. Ale idąc na 7:00 do szpitala na pediatrę wyglądałem tak, jakbym wracał z potężnej studenckiej imprezy.

Raz czy dwa zdarzyło się także trzymać haki wątrobowe na operacji dłużej niż się spodziewałem (ja i lekarz prowadzący), co powodowało że opuszczałem zajęcia indywidualne, nie mając nawet szansy powiadomić kogoś o tym telefonicznie… bo właśnie trzymam wątrobę!

Obecnie strona olimpijska została rozbudowana do naprawdę sporych rozmiarów (ponad 270 tysięcy słów w artykułach), chociaż dzieje się tutaj ewidentnie mniej niż to było np. dwa lata temu. Strona zanotowała przez ten czas łącznie pół miliona wyświetleń, co niby brzmi dobrze, ale wystarczyłoby skoczyć do basenu z kulkami i po paru dniach ten wynik byłby lepszy.

Oczywiście żartuję, zdając sobie sprawę, że moja widownia to około 800 osób w Polsce + kilku nauczycieli. Bazując na setkach rozmów, które przeprowadziłem z Wami na facebooku czy telefonicznie mogę pozwolić sobie na podsumowanie paru ważnych dla mnie kwestii, które udało się zrealizować :

  1. Motywacja do startu w Olimpiadzie Chemicznej
  2. Ogólne naprowadzenie w kontekście tego jak się uczyć do OlChemu
  3. Stworzenie społeczności zainteresowanej tym samym celem
  4. Uświadomienie, że do Olimpiady Chemicznej może się przygotować ,,zwykły uczeń” , czyli taki, który jeszcze nie osiąga super wyników z chemii, nie ma dobrego nauczyciela, nie chodzi do świetnej szkoły – wystarczy jedynie ogrom samozaparcia, chęci i gotowości na wiele wyrzeczeń.

Pamiętajcie, że zawsze możecie do mnie pisać na facebooku. Wydaje mi się, że nigdy nie przytrafiła się sytuacja, w której komuś bym nie odpisał, nie pomógł (a jeśli tak się zdarzyło to przepraszam, bo musiałem to zwyczajnie przeoczyć). Sami jesteście świadkami, że często kończyło się to wymianą numerów telefonu i bezpośrednią rozmową. Skąd to się bierze, czemu tak robię?

To bardzo prosta sprawa. Kiedy sam się przygotowywałem do OlChemu, czyli lata 2010/2012 to właściwie Internet jeszcze nie był rozwinięty. FB Olchemu istnieje przecież dopiero od 2012, o czym nawet sam wtedy nie wiedziałem!

To powodowało, że nie miałem skąd się dowiedzieć jakie książki są w ogóle ważne w przygotowaniach do Olimpiady Chemicznej, przez co kupowałem masę niepotrzebnej, trudnej, niezrozumiałej literatury. Przykładowo z chemii fizycznej zacząłem od fatalnej książki z serii Krótkie Wykłady, aby potem ,,poczytać” Pigonia/Ruziewicza i te śmieszne greckie literki, z których nic nie rozumiałem ( no i całeczki na każdej stronie), aby dopiero za trzecim razem trafić w Atkinsa. A dziś to i tak wszystko się pozmieniało i szykowałbym się do Olimpiady kompletnie inaczej.

Dlatego też uczyłem się do Olimpiady aż półtora roku, gdzie dałoby się to skrócić do 6-8 miesięcy. Oczywiście nie żałuję żadnej decyzji, ani żadnej minuty. Właśnie takie przygotowanie stworzyło moją dzisiejszą mentalność, gdzie szykuję swoich zawodników do OlChemu, a nie do Folderu. I wierzę, że Olimpiada w końcu pójdzie w tym kierunku, aby Folder pełnił nieco inną rolę niż dotychczas.

Dlatego też, kiedy Wy do mnie piszecie z pytaniami o pomoc, to pomagam. Bo sam jako zawodnik dałbym wiele, żeby ktoś chociaż wskazał mi te dwie-trzy książki, które są kluczowe.

Widzicie, mam tutaj też taką inną mentalność niż wiele ,,starszych lekarzy” , którzy wychodzą z założenia, że oni za naszych czasów to mieli gorzej i pracowali za skrzynkę wódki. Dlatego my się powinniśmy cieszyć, że możemy w ogóle pracować i chodzić na dyżury. Nie ważne nasze rodziny, które lekarze opuszczają pracując po 80-100 h w tygodniu. Pracując w weekendy, niedziele i święta.

A ja jednak wolałbym przekazywać swoje doświadczenie młodszym kolegom-olimpijczykom, aby mieli łatwiej, byli lepsi i robili lepsze wyniki niż ja. I żeby to wszystko im zajęło jeszcze krócej, aby tą nadwyżkę czasu spożytkowali na robienie kolejnych zadań. Optymalizujemy, podnosząc ogólny poziom zawodników, przez co może rosnąć poziom zadań, co powinno doprowadzić do jeszcze lepszej kadry narodowej, co powinno przełożyć się na jeszcze lepsze wyniki naszych rodaków na arenie międzynarodowej.

Dobrze, ale zawracając do naszej przerwanej historii. Staż udało się skończyć, co było dla mnie wielką ulgą i stanąłem do ważnego, życiowego wyboru.

Porzucam (na razie) medycynę. Anestezjologia czy medycyna sportowa to dwie gałęzie, w których bym się odnalazł i dał sobie radę, ale to wszystko zwyczajnie blednie przy miłości jaką mam do chemii oraz Olimpiady Chemicznej.

Słuchajcie, nawet sobie nie zdajecie sprawy jak bardzo abstrakcyjne jest to zdanie dla osób postronnych, a tym bardziej innych lekarzy czy mojej mamy. Jak to tak? Traktują to jak taką patologię, jakbym poniósł potężną porażkę w życiu.

Ale cóż, ja tak mam już od samego początku liceum. Ponownie historia zatacza koło wracając do mojego starszego brata, którego istnienie i rady są dla mnie niewyobrażalnym fuksem. To on szybko uświadomił mi, że szkolne oceny są absolutnie nic nie warte i na razie liczy się tylko to, aby dostać się na studia.

Hmmm… To czy nie lepiej byłoby przez 3 lata liceum uczyć się tylko jednego przedmiotu, który zajebiście Cię interesuje zamiast 15 innych, który zaliczasz na dobre oceny, tylko na uciechę Twoich rodziców, wiedząc że i tak to nic nie daje, bo liczy się jedynie wynik matury? Dla mnie decyzja była banalna – olewam szkołę, MUSZĘ zostać finalistą Olimpiady Chemicznej. I tak też się stało.

Ta mentalność przetrwała na studiach (brat również po medycynie, wiec też był moim drogowskazem), a zatem na trzecim roku studiów szybko zorientowałem się, że całe to nauczanie teoretycznie zamiast praktycznego to jeden wielki żart, zatem skoncentrowałem się tylko na tym, co jest obiektywnie ważne (farmakologia, interna) oraz tym, co mnie faktycznie interesuje (anestezjologia).

W ten oto sposób na czwartym roku miałem już raz przeczytany podręcznik do specjalizacji (Larsen), już pierwszy raz intubowałem (i to noworodka). Na piątym roku miałem porobione notatki z literatury anglojęzycznej, stworzony własny skrypt do leków i przeczytanego Larsena po raz drugi. Na tym etapie bez problemu zdałbym teoretyczny egzamin specjalizacyjny, który czekałby mnie dopiero za 8 lat. Oczywiście praktycznie nie umiałem wiele, jedynie tyle co dało się załapać na dyżurach. Ale chodzi tutaj o to nastawienie się na to, co jest faktycznie ważne.

Kiedy jednak stanąłem na rozdrożu medycyna vs Olimpiada to wybór był prosty. Jeśli uważacie, że to jak się nauczyłem na studiach tej anestezjologii to jest nieźle, to wyobraźcie sobie w jaki obsesyjny sposób podchodzę do Olimpiady. Bo przy niej anestezjologia to jakieś poboczne zainteresowanie. Olimpiada to pasja życia.

Zatem wraz z końcem stażu zaczynam się już profesjonalnie zajmować Olimpiadą Chemiczną. Profesjonalnie dlatego, że staje się to moim sposobem na życie. Czyli niby jestem w pracy, ale nie jestem w pracy, jeśli wiesz co mam na myśli. Bo jak robisz to co lubisz, to nie pracujesz. W tym roku osiągam swój największy sukces, doprowadzając do finału cztery osoby, a jedna staje się laureatem.

No dobrze, to dlaczego zatem tak mało się dzieje na stronie? Czy zapomniałem już o wszystkich i skupiam się teraz tylko na zajęciach indywidualnych ?

I tu właśnie wkracza dorosłość, wyważając bezpardonowo drzwi. Kiedy byłem jeszcze studencikiem, to za wielu zmartwień nie miałem. Teraz jednak jest zupełnie inaczej. Wesele, urodziny, pogrzeb – wszystko w przeciągu tygodnia. Kredyt na działkę, bilans życia rodzinnego i pracy, stresująca sytuacja mieszkaniowa z licznymi napięciami wśród domowników, pies – szczeniak do wychowania, kilka powiadomień na Skypie prawie codziennie z prośbą o wytłumaczenie czegoś do Olimpiady, przygotowywanie się na każde zajęcia, stres i ciągłe myślenie czy tegoroczne przygotowanie jest optymalne, czy daję z siebie sto procent. Pierwsze wyprawiane święta jako gospodarz dla 20 osób ze skaczącym na stół psem (dopiero wtedy docenia się, ile jest gotowania i całej tej organizacji!). Stres, że nie publikuję tak dużo treści na facebooku, przez co może czujecie się porzuceni. Nowa strona (www.chemiamaturalna.com), nowa (druga) firma – stres. Nie mam czasu dla znajomych, przyjaciół – stres, że to zaniedbuję. Nie mam czasu trenować, znowu tyję – stres i frustracja. Przyspieszony termin II etapu Olimpiady Chemicznej, mam po 10h korepetycji dziennie, nie widuję się z żoną przez miesiąc, nawet nie śpi w domu, w międzyczasie popsuł się piec – 8 tysięcy na naprawę, przeciek gazu, pogotowie gazowe, wypadek samochodowy żony auta na leasing (nic się nie stało). Tworzę kurs do Olimpiady Chemicznej, wszystko ponownie rzucam na jedną szalę. Myślę o budowie domu, myślę o powiększeniu rodziny, a przecież do tego powinienem być w optymalnej formie. Chciałbym ulepszyć stronę wizualnie, nie ma funduszy. Potrzebuję osób do pomocy, nie ma funduszy. Stres, stres. Przez masę losowych sytuacji, które się gromadzą często odwołuję, przekładam zajęcia – frustracja, że nie jestem słowny.

I ja tu generalnie nie chcę narzekać, ani się usprawiedliwiać. ,,Pracuję” jednak cały czas. Zrezygnowałem z wolnego czasu, bo i tak robiłbym właśnie to. Przez trzy lata gromadzenia materiałów oraz z odpowiednią pomocą świetnego nauczyciela (olimpijczyków, a także maturzystów), w końcu odważyłem przygotować kurs do 68. Olimpiady Chemicznej. Od absolutnych podstaw, do finału. Pracuję cały czas, w weekendy wstając o 5:30 i po prostu robiąc. Nieprzerwanie od września, a więc już ładny kawał czasu. I to będzie najlepszy kurs do Olimpiady Chemicznej w Polsce, który kompletnie zmieni tą edycję. Bo teraz każdy da radę się do niej przygotować samodzielnie.

PS Informacja o kursie przygotowującym do 68. Olimpiady Chemicznej już w przeciągu 2-3 tygodni!

68. Olimpiada Chemiczna – Mobilizacja do nauki

OLIMPIADA CHEMICZNA – MOBILIZACJA DO NAUKI

Są już dostępne rozwiązania próbnego I etapu :

67. Olimpiada Chemiczna przeszła do historii, kończy się także rok szkolny. To wszystko oznacza, że czas powoli rozpocząć przygotowania do następnej edycji tego pięknego konkursu.

Wczoraj na zakończeniu Olimpiady Chemicznej padła oficjalna informacja, że Folder Wstępny pojawi się pod koniec czerwca lub ewentualnie na samym początku lipca, a zatem to już kwestia kilkunastu dni!

Powodów do startu w Olimpiadzie Chemicznej są dziesiątki, a o moich propozycjach możesz poczytać tutaj : 20 powodów by zmienić swoje życie.

Kiedy jednak do samych zawodów zostało trochę czasu, to czasem tej motywacji może brakować. To niestety niedobrze, bo z pierwszej ręki wiem, że przygotowania do kolejnej edycji Olimpiady Chemicznej trwa już wśród zawodników w najlepsze!

Dlatego w ramach mobilizacji do 68. Olimpiady Chemicznej chciałbym Wam zaprezentować harmonogram tego, co będzie się działo w najbliższym czasie na stronie :

1) Zadania treningowe część A (Folder Wstępny część A : 20.06.2021

2) Zadania treningowe część A : rozwiązania 27.06.2021

3) Zadania treningowe I etap : 04.07.2021

4) Webinar na żywo pod tytułem ,,Jak przygotować się do 68. Olimpiady Chemicznej”. (lipiec, termin do ustalenia)

4) Zadania treningowe I etap – rozwiązania : 11.07.2021

5) Zadania treningowe część B (Folder Wstępny część B : 18.07.2021

5) Zadania treningowe część B (Folder Wstępny część B : 25.07.2021

Część dalsza : II oraz III etap (w tym teoretyczne części laboratoryjne) zostaną ogłoszone w późniejszym terminie.


A jaka może być motywacja, aby wziąć udział w tej ,,zabawie” ? Wśród wszystkich osób, które spróbują swoich sił w rozwiązywaniu zadań, zostanie wylosowanych dziesięć osób, które otrzymają drobne upominki. Będą to np. książki do chemii nieorganicznej, organicznej, mapy reakcji, a także zniżka na kurs przygotowujący do 68. Olimpiady Chemicznej, który ruszy od września. Wystarczy jedynie wziąć udział (i rozwiązać cokolwiek, nawet jedno zadanie).

Tutaj link do formularza (kliknij), przez który można przesyłać rozwiązania.

Książki, które stanowią element motywacji, aby już rozpocząć naukę do kolejnej edycji Olimpiady Chemicznej.

Zadania są efektem dziesiątek godzin pracy Huberta Kochańskiego, tegorocznego finalisty. Przyznajcie, że wyglądają tak, jakby były ,,prawdziwie” olimpijskie!

A poniżej zdjęcie przykładowego zadania – zapraszam serdecznie!

Czy na finale Olimpiady Chemicznej były błędy?

Otrzymałem ostatnią ciekawą wiadomość od jednego z uczestników Olimpiady Chemicznej. Zgodził się na to, aby udostępnić na stronie jego wiadomość, ponieważ czuje się rozgoryczony tegorocznym finałem. W jego ocenie zadania zawierały błędy merytoryczne.

Jeden z błędów jest ewidentny i rażący, a mianowicie zła masa molowa związku K w zadaniu 4, który nie został skorygowany podczas zawodów. Było to jedyne ,,normalne” zadanie pod kątem trudności typowej dla finału Olimpiady Chemicznej, a taki błąd wszystko niszczy. Jeśli masa molowa nie pasuje do struktury, którą ustalimy w trakcie zadania, to zaczynamy wszystko zmieniać, ponieważ na pewno mamy źle. Szczerze mówiąc nie wiem jakie może być rozwiązanie tej sytuacji, bo po prostu nie istnieje żadne sensowne rozwiązanie.

Nawet bezprecedensowe anulowanie tego zadania (co notabene znacznie obniżyłoby próg na laureata, bo było to jedyne względnie łatwe zadanie) i tak w mojej ocenie nie rozwiązuje niczego, bo wielu zawodników z pewnością zmarnowało znaczną część cennego czasu na dociekanie, co jest źle w ich rozwiązaniu, że ta masa się nie zgadza.

Pamiętam jak na 63 edycji, I etapie, w zadaniu 5 była błędna masa molowa waniliny podana w zadaniu (wciąż taka figuruje) :

Używając mas molowych, które zostały określone w treści zadania, ta masa wychodzi 152,16. Ktoś, kto lubi podejście matematyczne, mógł zatem najpierw napisać układ równań, zakładając wzór ogólny związku B jako CxHyOz :

\begin{cases} 152,15 = 12,01x + 1,01y + 16z  \\ x + y = 15 \end{cases}

Drugie równanie bierze się z faktu, że tlen ma masę całkowitą, więc na resztę po przecinku (15) składa się tylko wodór i węgiel. To drobny błąd, ponieważ i tak zadanie można bez problemu rozwiązać w oparciu o inne informacje, ale wciąż błąd. Jestem przekonany, że autor zadania nie przeliczył samodzielnie masy molowej, tylko wziął ją z Internetu :

Wikipedia

Bo faktycznie masa molowa waniliny taka jest, tylko liczona na innych dokładnościach, a w zadaniu zostały podane inne liczby. Nawet wtedy napisałem do ,,Olimpiady” , że jest błąd w zadaniu, ale nie zostało to zaakceptowane jako błąd (wiadomość została odczytana, ale zignorowana).

To i tak nic w porównaniu do tegorocznej gafy z masą molową.

Przede wszystkim, jestem wielce zaniepokojony tym, że autorzy zadań nie znają zadań z poprzednich Olimpiad, nawet ze swojej działki! Bo jeżeli ktoś w zadaniu z chemii fizycznej podaje na I etapie wzór na entalpię swobodną, który przewija się w poprzednich edycjach tak często, że nie da się go nie znać, to jest to dziwne. Przynajmniej byłoby te kilka punktów, które zróżnicowałyby na I etapie nowicjuszy (uczących się tylko /głównie z Folderu Wstępnego) od osób bardziej doświadczonych (szykujący się do Olimpiady Chemicznej na poważnie).

Tu też oczywiście nie chodzi o to, aby to był festiwal znajomości wzorów chemicznych na pamięć, ale naprawdę, entalpia swobodna to jest klasyk… Ale nie, po prostu z tej fizycznej zadanie na zawodach musi być kalką 1 : 1 z folderu…

To samo teraz na finale, podawanie równania Nernsta finalistom też jest śmieszne, chociaż to wyglądało jak taki zapełniacz treści, żeby po prostu jej w zadaniu było więcej (żeby zadanie ,,napuchło objętościowo” albo w ogóle udawało chemię fizyczną, którą nie było).

Zadania z chemii organicznej były trudne. Ale trudne zadania każdy potrafi wymyślić, naprawdę. Bo wystarczy skopiować syntezę z dowolnego artykułu naukowego i gotowe. Mamy dużo strasznych skrótów, ale one i tak na finalistach nie robią już wrażenia. Tylko że w zadaniach olimpijskich chodzi o to, aby wiedzę połączyć z kombinowaniem. Tworzenie zadań olimpijskich to proces trudny i wielogodzinny, ponieważ trzeba tak dobrać wskazówki, aby uczeń w kluczowych, najtrudniejszych momentach mógł sobie poradzić łącząc wiedzę ze wskazówkami. W zadaniu 3. natomiast od trzeciego etapu syntezy jesteśmy pozostawieni sami sobie, nie mając żadnego koła ratunkowego.

To zadanie może robi wrażenie na osobach, które zaczynają swoją przygodę z Olimpiadą, bo widzą bardzo trudne związki nad strzałkami, ale dla osób, które się tym trochę zajmują jest ono po prostu słabe, czytaj : ,,nieolimpijskie”. Nie taka jest moim zdaniem idea Olimpiady Chemicznej.

Idąc dalej, zadanie z chemii nieorganicznej na każdym etapie było beznadziejne. Każdy chyba już ma odruch wymiotny słysząc ,,krystalografia”. Do znudzenia, na każdym Folderze Wstępnym i potem na zawodach zadania są zdominowane tym działem (i to już trwa nieprzerwanie od 58 edycji, więc prawie dekadę). Czemu nie może to być bardziej wyważone, jak np. na 58 II etapie (zadanie 2 – krystalografia za 4 pkt) , czy ewentualnie na 65 II etapie (zadanie 2 – krystalografia za około 6,5 pkt) ?

I w ogóle, skoro już jesteśmy przy 65 edycji. Błagam, błagam na kolanach, niech wróci autor zadania drugiego z chemii nieorganicznej (legendarne zadanie z borem). To jest niemalże idealne zadanie olimpijskie (tylko pytanie o rodzaj centrowania był nie na miejscu, ponieważ do tamtej pory nawet na finale było tylko centrowanie ścienne i zawsze reguły były tam podawane!). Ale pomijając to, mamy tam perfekcyjną mieszankę zadania łączącego wiedzę chemiczną z umiejętnościami obliczeniowymi, przyprószoną wiedzą z krystalografii. Idealnie wyważone zadanie, stopniowane trudnością, z pojawieniem się egzotycznego związku boru (I), który nie wymagało wiedzy stricte o takich związkach, tylko wszystko było do wykombinowania. Niemalże perfekcja!

Natomiast ta nieorganiczna, która wydarzyła się na tegorocznej edycji to jest katastrofa. Na drugim etapie jedynym kryterium różnicującym azydek od CaCN2 było to, że jeden z nich był nawozem x lat temu. No rewelacja. Na pierwszym etapie to samo, połowa zawodników nie pamięta, która saletra to która czy jest tam sód czy potas, kto trafi ten szczęściarz.

Olimpiada potrzebuje gruntownych zmian, ponieważ się zatraca. Zadania stają się byle jakie, robione pospiesznie (błędy w masie molowej!?), nie ma żadnego pomysłu na chemię fizyczną czy analityczną. Organiczna staje się zadaniem na wiedzę zamiast na kombinowanie, dzięki któremu tak wiele osób ją uwielbia (uwielbiało…), folder wstępny dominuje dalej w zadaniach na zawodach, a Polska staje się fabryką ,,olimpijczyków”, którzy bardzo dobrze opracowali folder, zamiast przygotować się z chemii, do Olimpiady Chemicznej (oczywiście to nie dotyczy wszystkich).

Zachęcam do dyskusji, ponieważ to bardzo ważny temat !

A teraz przesyłam Wam treść wiadomości od jednego z uczestników tegorocznego, 67. finału Olimpiady Chemicznej.


ZADANIE 1


Zadanie to opierało się na związkach krzemu. Czystą formę tego pierwiastka w zadaniu oznaczono literą X, mimo to substancja (czy jak to zostało nazwane – „materiał”) C, która powstaje w wyniku reakcji Mg2Si z tlenem również jest krzemem. Jest to bardzo mylące dla rozwiązującego zadanie, ja sam zapisałem poprawną reakcję w brudnopisie, gdzie powstaje krzem, ale zrezygnowałem z tego pomysłu, ponieważ pierwiastek ten ma już przecież inne oznaczenie w zadaniu. Co więcej, czytając opis reakcji mieszaniny faz A i B dowiadujemy się, że
„Otrzymany produkt zadano (…)” co w oczywisty sposób sugeruje powstanie jednego związku, podczas gdy z odpowiedzi wynika, że w reakcji powstają dwa produkty (Si oraz MgO).
Największy problem z tymi błędami jest taki, że podważają one cały tok rozumowania zawodnika, ponieważ skoro reakcje i związki nie pasują do treści zadania to znaczy, że robi coś źle. Mimo, że mógł on poprawnie zidentyfikować związki (jak w odpowiedzi) to odrzucał swoje pomysły, co
uniemożliwiało rozwiązanie innych podpunktów.
Innym niedociągnięciem w odpowiedziach jest podpunkt „c”. Zgodnie z oficjalnym rozwiązaniem poprawne produkty uboczne to disilan, trisilan oraz wodór (należało podać dwa z nich), ale poprawną odpowiedzią byłoby również uwzględnienie SiO2. W czasie reakcji Mg2Si z kwasem solnym (czyli środowisko wodne) powstający monosilan częściowo hydrolizuje czego produktem jest H2 i SiO2 .


ZADANIE 2


Z treści wskazówki w podpunkcie „b” zawodnik dowiaduje się, że w strukturze polianiliny A występują dwa nierównocenne pozycje jąder atomów azotu. Natomiast, gdy sprawdzi się modelową odpowiedź to okazuje się, że polianilina A ma następującą strukturę:


Problem polega na tym, że cała ta cząsteczka to rozległy układ zdelokalizowanych elektronów z orbitali pi (z resztą z tego wynikają właściwości przewodzące tego polimeru), przez co wszystkie atomy azotu będą równocenne, poza terminalnymi na końcu łańcucha polimeru. Łatwo można też to zauważyć rysując struktury rezonansowe powyższej struktury.
Podobnie jak w zadaniu 1, odgadnięcie tej struktury dawało bezcenne wskazówki do rozwiązania reszty zadania, więc nienarysowanie tego z powodu błędu w zadaniu jest praktycznie równoznaczne z utratą 14 z 30 marek.

ZADANIE 3


W podpunkcie „a” zawodnik powinien udowodnić, że 2-chloropentanon w środowisku zasady nie ulega przegrupowaniu Faworskiego i nie powstaje pochodna cyklobutanu. Poprawną odpowiedzią do tego podpunktu jest wskazanie na to, że aby zajście przegrupowania było możliwe, konieczne jest utworzenie silnie naprężonego i wysokoenergetycznego związku pośredniego (skondensowane pierścienie cztero- oraz trójczłonowy). Ze względu na to, produkt przegrupowania nie powstaje, co implikuje, że produkt pośredni również nie powstaje.

Następnie w podpunkcie „b”, zawodnik ma za zadnie podać strukturę formy dipolowej powstającej z formy bicyklicznej. Problem polega na tym, że z podpunktu „a” wynika, że forma bicykliczna nie powstaje, przez co nie może powstać z niej forma dipolowa.

Prawda jest taka, że w podpunkcie „a” jest mowa jedynie o nie tworzeniu się pochodnej cyklobutanu, więc ktoś mógłby powiedzieć, że nie implikuje to niepowstawania formy bicyklicznej.
Jeśli tak jest rzeczywiście (powstaje bicyklo, ale nie produkt przegrupowania) to zaproponowana odpowiedź w rozwiązaniach jest nieprawidłowa, ponieważ podaje argumenty dlaczego nie powinna powstać forma bicykliczna, a nie dlaczego forma bicykliczna nie przekształca się w produkt przegrupowania.

Nawet pomijając wszystko, co zostało wymienione powyżej, napisanie, że forma dipolowa powstaje z formy bicyklicznej i tak nie ma sensu, ponieważ już 2-chloropentanon (substrat reakcji) może tworzyć tą formę bez cyklizacji do wysokoenergetycznego produktu pośredniego, co z pewnością jest o wiele szybszym procesem. Co więcej, sugeruje się alternatywny mechanizm przegrupowania Faworskiego (jest on przedstawiony w III cześci Claydena w rozdziale „Przegrupowania”), gdzie najpierw powstaje forma dipolowa, potem elektrocykliczna cyklizacja do związku bicyklicznego i wtedy następuje atak nukleofila na węgiel karbonylowy.

Przez ten brak spójności już w pierwszych dwóch podpunktów, zawodnik tracił dużo energii, czasu i motywacji do rozwiązywania dalszej części zadania. Po co rozwiązywać dalej skoro już początku się nie umie, a jeszcze te podpunkty miały być „wskazówką” do rozwiązania syntezy…

ZADANIE 4


Tutaj błąd jest bardzo prosty, masa molowa związku K z rozwiązań nie zgadza się z masą molową podaną w treści zadania (w zadaniu: 190,2 g/mol, w odpowiedziach: 206 g/mol). Uniemożliwiało to poprawną identyfikację związku Y i w konsekwencji pozostałych trzech związków (K, L, M) oraz podanie poprawnej odpowiedzi do podpunktu „g”.

Nie można oczekiwać, że błąd w jednej części zadania nie ma wpływu na to jak należy rozwiązać resztę podpunktów. Jeśli moja propozycja związku Y pasuje do związków L i M, ale nie do K to taką propozycję należy odrzucić. Jeśli jakaś teoria fizyczna poprawnie przewiduje 2/3 wyników doświadczeń to najlepsze co można zrobić z taką teorią to wyrzucić ją do kosza.

Jeśli rozpoznało się w zadaniu 1 krzem, ale ta odpowiedź nie pasuje do innych związków (jak C) to zaczyna się kwestionować czy rzeczywiście badane substancje to związki krzemu itd.


Osobisty komentarz (nadesłany przez ucznia) do zadań :
Zadanie 1 mogło być naprawdę świetnym zadaniem, ale zostało one źle zaprojektowane. Podpunkt „a” zajmuje bardzo dużo obliczeń, jeśli ktoś próbował rozwiązać je w sposób ogólny i taki, jaki został podany w folderze wstępnym. W rozwiązaniach tego zadania przyjęto, że refleksy
pochodzą od najmniejszych możliwych sum kwadratów wskaźników (hkl) – dozwolonych przy danym typie komórki. Założenie takie uchodzi tutaj płazem, ale gdyby ktoś zastosował to samo w zadaniu z tegorocznego folderu wstępnego (!!!) to otrzymałby błędne wyniki, ponieważ: „Warto
zauważyć, że na dyfraktogramie nie pojawił się refleks 200 który nie musi być wygaszony w ogólnym przypadku sieci ściennie centrowanej, jednak w przypadku związku B jest on wygaszony z powodu obecności w strukturze krystalicznej dodatkowych elementów symetrii”.

Nic w treści zadania nie sugeruje, aby można było zastosować powyższe uproszczenie, które znacznie redukuje ilość potrzebnych obliczeń. Innym błędem przy projektowaniu zadania jest niepodanie typu komórek jakimi są NaCl oraz antyfluoryt. Jeśli ktoś nie pamiętał, że obie z nich są typu fcc to miał od razu 6 marek straconych, mimo że o wiele ważniejsze jest wykonanie obliczeń w krystalografii niż pamiętanie, jaki minerał ma, jaki typ centrowania.


Problem z tym zadaniem pojawia się również w części, gdzie należy wydedukować strukturę formy II związku BaX2. Ponieważ warstwy krzemu przyjmują konformację krzesełkową, a nie płaską, zorientowanie się, że struktura tego związku jest niemal identyczna do struktury MgB2
(olchem 66, folder wstępny, zadanie B2) było niezwykle trudne.

Dodatkowo ze względu na błędy w poprzedniej części zadania i bardzo wymagającą krystalografię, zmęczenie i czas jeszcze bardziej utrudniały zadanie. Poza tym, samo zrozumienie jak wygląda struktura tego związku nie kończy tej części zadania, ponieważ należy jeszcze policzyć długość wiązania Si-Si na podstawie parametrów komórki.

Myślę, że bez dobrego rysunku jest to bardzo niełatwe zadanie, a łącząc to z problemami i błędami w poprzednich częściach, staje się to absurdalnie trudne.

W zadaniu 2 zdecydowanie brakowało (poprawnych) wskazówek co do struktury polimeru. Dobrze by było również lepiej zaznaczyć w folderze wstępnym, które tematy powinny zgłębić osoby przygotowujące się do olimpiady. W tym przypadku elektrochemia z folderu zupełnie nie wskazywała na możliwość wystąpienia poważnego zadania z tego działu i była zdecydowanie przytłoczona przez inne zadania takie jak te z teorii orbitali molekularnych.


Znam wiele osób, które świetnie umieją chemię organiczną i były z niej doskonale przygotowane. Większość z nich wykonywała zadania z organiki z poprzednich edycji oraz etapów praktycznie bezbłędnie. Te osoby w zadaniu 3 zatrzymywały się na związku B lub C i nie były w stanie iść dalej.

Cała pierwsza część zadania, razem z jej błędami powodowały ogromny spadek energii i morale oraz deficyt czasowy. Rozumiem, że to zadanie nie było niewykonalne, ale na pewno miało się nijak do folderu, poprzednich edycji, czy jakichkolwiek zadań z przegrupowań z Claydena czy Moloney’a. Było tam zdecydowanie za mało wskazówek. Zawodnicy nawet nie mieli jak się do czegoś takiego przygotować. Proszę mi wierzyć, widok nierozwiązanego nawet nie w połowie zadania z chemii organicznej, dla osoby która poświęciła na to prawie 3 lata nauki i była w nich świetna, może złamać niejednego zawodnika.

Zadanie 4 trzymało pożądany poziom finału (może nawet było za proste), ale błąd z masą molową w drugiej części zadania wyssał kolejne dawki energii oraz zabrał czas potrzebny na rozwiązanie zadania 5 na odpowiednim poziomie.

Myślę, że finał pozostawił wiele osób załamanych, nieusatysfakcjonowanych i zdemotywowanych do dalszej pracy. Szczególnie dotknięci mogą się poczuć maturzyści, którzy stanowili 60%
finalistów.

Większość osób, która dostaje się do finału to prawdziwi pasjonaci chemii, którzy traktują olimpiadę bardzo poważnie i poświęcili na przygotowanie do niej większość swojego czasu w liceum.

To co się stało w tym roku jest po prostu dla mnie wielkim rozczarowaniem.


Po pojawieniu się tego postu, spływają do mnie kolejne opinie. Publikuję zatem kolejną :

Hej, ja chciałbym się podzielić moimi refleksjami nt. komentarza na stronce („Czy na finale były błędy?”). Muszę przyznać, że podzielam te opinie. Zadania były po prostu moim zdaniem beznadziejne.

Zacznę może od czwartego: byłem praktycznie pewny tego, jak SO2F2 reaguje z różnymi związkami, niestety jeden z podpunktów mnie zmylił (masa molowa za mała o jeden atom tlenu) i zacząłem kombinować z jakimiś dziwnymi związkami w tym podpunkcie. Co za tym idzie, zadanie, fajne, finałowe, które mógłbym mieć dobrze, będę miał pewne kilka(naście?) punktów mniej (w końcu kluczowa olimpijska zasada: trzymamy się danych z zadania).

Dalej, zadanie z „elektrochemii” (jeśli to zadanie można tak nazwać), skąd mam wiedzieć, że akurat tak będzie wyglądała taka polianilina (gdyby to był polipirol, inny polimer przewodzący, to bym wiedział, ze względu na to, że sugerowali heterocykle (całe duże zadanie w folderze!)… no właśnie, gdzie te heterocykle na zawodach, poza furanem nie było niczego takiego), zero podpowiedzi. Poza tym, ta liczba nośników ładunku na mer polimeru, dalej nie wiem jak doszli w rozwiązaniach do takiego wyniku.

Następnie organiczna, zrobiłem te prostsze (pierwsze) reakcje w tej syntezie, a dalej… jakaś dziwna reakcja katalizowana jonami Cu+, niejasno wytłumaczona w „podpowiedzi”.

Nieorganiczna, no nie… człowiek się uczciwie uczy chemii (nieorganiczna, organiczna, analityczna, fizyczna) i co… na finale dostaje się coś takiego, ten materiał C mnie zmylił… myślałem, że to może być uwodniona krzemionka (SiO2 • nH2O), czyli „kwas krzemowy”, bo w końcu reakcja z kwasem, coś zostaje w postaci osadu, czyli jeden ze związków musiałby być krzemianem MgSiO3, ale w rozwiązaniu dostajemy nagle niespodziankę… Materiał C to to samo, co związek X, czyli… krzem, po prostu super! Krystalografii nawet nie ma sensu komentować, jak zobaczyłem te rozwiązania, to zdecydowanie nie byłem zadowolony (bardziej wyglądało mi to na zadanie z mineralogii/geologii niż z chemii, zwłaszcza dzięki temu napompowaniu centrowaniami, strukturami krystalicznymi etc.).

Przerobiłem Hulanickiego, Galusa i co z tego… nagle dostaję jakieś kosmicznie trudne, dziwne zadania, dotyczące w sumie bardzo wąskiego obszaru chemii, myślałem, że będzie może elektrochemia połączona z analityczną, jak na starych OlChemach, może elektrody jonoselektywne, jak kiedyś na jakiś zawodach, ale nie… musieli dać mocno „napompowane” zadanie, w którym wzór Nernsta nie był w ogóle potrzebny. No nic, mam na szczęście jeszcze rok, może doczekam się powrotu pięknych zadań z nieorgany (jak słynny siarczan jodozylu), normalnej organicznej, poza tym, nie każdy ma książki typu Clayden, czy „Advanced Organic Chemistry” Careya/Sundberga (np. polskich wydań Claydena już prawie nie ma, jeśli są to kosztują 1000-1500 zł za komplet, wydania zagraniczne tanie też nie są), stare zadania można było zrobić przy pomocy łatwo dostępnego dla wszystkich Murry’ego, tylko trzeba było kombinować, myśleć.

Teraz tak naprawdę trzeba z coraz większej liczby książek korzystać, żeby coś ogarnąć dobrze, kiedyś można było opierać się na Atkinsie, Murrym, Minczewskim, czy Lipcu/Szmalu etc. i można było ruszyć do robienia zadań, teraz dostajemy związki dipolarne i ich addycję do furanu, człowiek może czuć się zniechęcony, co za tym idzie motywacja spada = niższy wynik na zawodach (mój będzie pewnie w granicach 40/140). Może coś się zmieni, bardzo się cieszę, że mam jeszcze rok, ale maturzystom szczerze współczuję


A na zakończenie :

Prove me wrong |  DOPÓKI NA ZAWODACH BĘDĄ
ZADANIA Z FOLDERU OLCHEM
NIE BĘDZIE PRESTIŻOWY | image tagged in prove me wrong | made w/ Imgflip meme maker

Jak myśleć w zadaniach z syntezy ?

Synteza 31 – feromon

Powszechnie używany związek X może być punktem wyjścia do syntezy frontaliny, z którą spotkaliśmy się kilka syntez temu oraz pewnego męskiego feromonu wydzielanego przez świdra korzenia banana z rodziny Curculonidae. Schemat syntez wychodzących ze związku X został przedstawiony poniżej. 

  1. uzupełnij wzór frontaliny i feromonu. Przypisz konfigurację (R,S) do centrów stereogenicznych obecnych w tych cząsteczkach oraz w produkcie S
  1. na podstawie analizy retrosyntetycznej powiedz jaka/jakie grupy funkcyjne mogą być obecne w  związkach I oraz R . Postaraj się odpowiedzieć jak najdokładniej (np. dokładniejszą odpowiedzią jest ,,dien” zamiast ,,alken”). 
  2. opisz reakcję Z ⟶ produkt S  (np. addycja elektrofilowa do alkenu). 
  3. podaj wzory związków P, Y oraz Z
  4. podaj resztę wzorów związków A I oraz Q, R
  5. podaj dwie przyczyny, które stanowią o sile napędowej przejścia  R ⟶  frontalina

UWAGA – poniżej znajdują się dodatkowe wskazówki – nie musisz z nich korzystać.

Wskazówka 1  : w cząsteczce produktu S zaznacz atomy węgla i tlenu, które pochodzą z akroleiny. 

Wskazówka 2  : jaki charakter, elektrofilowy czy nukleofilowy ma wiązanie podwójne C=C obecne w akroleinie? Wyjaśnij. 

Wskazówka 3  : na podstawie powyższych dwóch wskazówek ustal strukturę związku Z

Wskazówka 4  : jeśli powyższa wskazówka Ci nie pomogła, to ustal produkt następujących  reakcji, które przebiegają w analogiczny sposób. Czy poznajesz tą reakcję? 

Wskazówka 5  : w którym momencie ciągu syntezowego  X ⟶  produkt S  dołączana jest grupa tert-butylowa? 

Na tym etapie powinieneś już ustalić struktury wszystkich związków. Pozostaje kwestia stereochemii, co jest już zadaniem raczej dla ambitnego zawodnika przystępującego do finału! 

Wskazówka 6  : zastanów się, która z części syntezy, ta prowadząca do frontaliny czy prowadząca do feromonu pozwala na ustalenie konfiguracji centrum stereogenicznego w związku X

Wskazówka 7  : wszystkie reakcje od związku X do feromonu przebiegają z retencją konfiguracji. 


Rozwiązanie :

  1. Struktura feromonu celowo została ,,brzydko” przedstawiona, a samo polecenie służy tylko wyrobieniu u Ciebie nawyku automatycznego przerysowywania do postaci najwygodniejszej. Analogicznie, bardzo duże znaczenie ma np. numerowanie atomów węgla w reakcjach przegrupowań czy cyklizacji/rozpadu pierścienia. Czasem warto też narysować najpierw wzór półstrukturalny zamiast wzoru szkieletowego. 
  1. Widzimy, że zarówno feromon jak i frontalina są cyklicznymi acetalami − dokładnie cyklicznymi ketalami. W takim razie związki I oraz R są dihydroksyketonami, chociaż nie jest to jedyna możliwość. Mogą to być bowiem ,,zamaskowane” dihydroksyketony czyli np. zabezpieczone w postaci acetalu, zwłaszcza że otrzymywanie frontaliny i feromonu jest prowadzone w kwaśnym środowisku. 

[Rozwiązane wskazówki] : Całe to zadanie ma na celu udowodnić Tobie jedną rzecz. Jest duża szansa, że patrząc na to zadanie (i całą resztę syntez!) pomyślałeś/aś, że to zadanie jest bardzo nudne, ponieważ nie zawiera w sobie żadnych wskazówek, zatem sprowadza się jedynie do sytuacji wiem lub nie wiem. Nie możesz być w większym błędzie! Musisz nauczyć się ,,myśleć” w tego typu zadaniach, a odmiennie spojrzenie (podejście) na syntezy może zadecydować o tym, że znajdziesz się w finale, zamiast poza nim! Oczywiście, wiedza jest wymagana (adekwatna do poziomu II/III etapu), jednak to odpowiednie podejście jest bardzo ważne! 

Wskazówka 1  :  Naprowadza na najdogodniejszy punkt startowy w tym zadaniu. Podpunkt b) daje nam wskazówkę na temat tego jak mogłyby wyglądać związki R oraz I (ketale), ale zgodnie z poczynionym wcześniej zastrzeżeniem, nie jesteśmy w stanie odgadnąć ich struktur, ponieważ w warunkach kwasowych wiele towarzyszących reakcji może także mieć miejsce. Poniżej znajduje się rysunek produktu S z zaznaczonymi na czerwono atomami węgla i tlenu, które pochodzą z akroleiny (czy akroleinę trzeba znać!!?? Nie, chociaż warto. Po prostu wnioskujemy, ze to musi być ten związek nad strzałką prowadzący do produktu S). 

Analizując ten schemat powinniśmy wpaść na reakcję Dielsa−Aldera, ponieważ w produkcie S widzimy fragment ,,cykloheksenu”. Jest to jednak dość nietypowy (w warunkach olimpiadowych) wariant, ponieważ hetero−Diels−Alder, czyli heteroatom będzie wchodził w skład tego 6−członowego pierścienia. Reakcja ta była na 58. finale w zadaniu 5. 

Wskazówka 2  :  Należy być wyczulonym na obecność związków 𝛼,β−nienasyconych, gdzie (jak widzimy po przykładowej formie rezonansowej poniżej) wiązanie podwójne C=C ma zupełnie odmienny charakter niż zwyczajny, nukleofilowy alken. Te związki są dienofilami, co znów powinno naprowadzić nas na reakcję Dielsa−Aldera

Wskazówki 3,4  :  Najpierw rozwiążemy wskazówkę numer cztery. Zauważ, że w drugim przykładzie możliwe są dwa produkty. 

Teraz powinniśmy już bez problemu zidentyfikować strukturę związku Z. Tym razem, atomy węgla z produktu S uczestniczące w reakcji DA zostały zaznaczone na niebiesko. 

Wskazówka 5  : jest cenną wskazówką tak po prostu. Zauważ, że grupa tert−butylowa jest specjalnie zamaskowana ,,brzydkim” skrótem, co wydawałoby się, że jest po prostu lenistwem, podczas gdy w rzeczywistości jest zamierzonym zabiegiem. Niby prosta rzecz, bo każdy wie jak ta grupa wygląda, ale jednak założę się, że nie wszyscy starali by się jej wyszukać w ciągu syntezowym. Oczywiście jest ona dołączana w reakcji XP. Mało tego, teraz bez trudu widać, gdzie ten fragment jest w cząsteczce Z, którą właśnie zidentyfikowaliśmy. Teraz powinniśmy zauważyć, że aldehyd przeszedł w ,,acetal” i po ,,hydrolizie” tego związku, po odejściu cząsteczki (CH3)3CHO zostaje nam hydroksykwas :  CH2=C(OH)−COOH. W przejściu YZ używa się zasady, zatem musi to być reakcja eliminacji z utworzeniem wiązania podwójnego C=C, zwłaszcza że etap wcześniej został użyty NBS do substytucji bromu. Zauważ, że nawet jeśli w złym miejscu dasz atom bromu do związku Y, to nie wpływa to na poprawność całej reszty syntezy! W tym momencie mamy już zidentyfikowany związek Y, P oraz X. Możemy zatem podążać w każdym kierunku tej syntezy, ponieważ reakcje są już dosyć proste.

Wskazówka 6,7  : konfiguracja związku X może być ustalona jedynie ze schematu syntezy feromonu, nie da się jej natomiast ustalić poprzez schemat z frontaliną. Jest tak dlatego, ponieważ w trakcie syntezy frontaliny. podczas enolizacji związku P z LDA może nastąpić racemizacja centrum stereogenicznego.  

Tutaj kluczowe jest prawidłowe rozwiązanie podpunktu a), który również tak naprawdę był ukrytą wskazówką. Należy odpowiednio narysowaną frontalinę rozciąć i zidentyfikować atomy węgla, które należą do ketonu (na schemacie zaznaczony na niebiesko) oraz na atom węgla, z którego wychodzi grupa hydroksylowa (na schemacie zaznaczony na czerwono).  Przykładową ,,brudnopisową” analizę stereochemii przedstawiono poniżej. Falowana linia oznacza nieokreśloną (jeszcze) konfigurację. 

  1. Jest to reakcja okso Dielsa−Aldera.
  2. Podpunkt ten został już rozwiązany podczas analizy Wskazówek. Został on wyodrębniony, aby naprowadzić zawodnika na odpowiedni punkt zaczepienia (czyli gdzie zacząć). Zobacz, że zwykłe polecenia na Olimpiadzie mogą same w sobie stanowić wskazówkę!
  3. Patrz schemat poniżej. 
  4. Pierwszym czynnikiem jest tworzenie trwałych termodynamicznie  pięcio−/sześcioczłonowych pierścieni. Drugim czynnikiem jest fakt, że metanol ma dość niską temperaturę wrzenia, zatem prowadzenie reakcji w warunkach podwyższonej temperatury powoduje jego wyparowywanie, co przesuwa stan równowagi tej reakcji w prawo.