Ile czasu poświęcać na Olimpiadę Chemiczną? – planowanie nauki

Dziś podzielę się z Wami moimi przemyśleniami na temat nauki do Olimpiady i postaram się nakreślić jakieś luźne wskazówki, wytyczne, które mogłyby zaowocować w przyszłości osiągnięciem upragnionego tytułu finalisty.

Ja swoją przygodę zaczynałem od ,,zera” – serio. Miałem trójkę z chemii, a sprawdzianów z chemii się bałem, wybitny to na pewno wówczas nie byłem. Coś jednak sprawiło, że do tej chemii poczułem chemię i ona narastała z każdym dniem, z każdą przerzuconą stroną kolejnej książki.

Różne są motywacje do wystartowania w Olimpiadzie, spotkałem się naprawdę z przeróżnymi – od pasji do samej chemii, po chęć dostania na medycynę, na najsmutniejszym przypadku kończąc – bo rodzice kogoś namówili (przymusili). Da się dojść do finału z każdej tej sytuacji, ale to przede wszystkim powinna być Wasza decyzja. Wy musicie tego chcieć. Pragnąć!

Tak samo jak zanurzacie się pod wodą i wstrzymujecie oddech. Po dwóch minutach, gdy już nie ma tlenu w płucach powinniście chcieć tylko dwóch rzeczy – wynurzyć się na powierzchnię, żeby oddychać oraz zostać finalistą Olimpiady Chemicznej. To jest odpowiednia doza motywacji, która niestety zdarza się rzadko. Motywacji szukaj tutaj : Po co mi ta Olimpiada – czyli 20 powodów by zmienić swoje życie

Ale spokojnie. Przede wszystkim pamiętajcie, że Olimpiada jest dla większości. Nie dla każdego – ponieważ nie każdy ma w sobie tyle zaparcia, zwłaszcza że większość z Was jest pozostawiona sama sobie. Nauczyciele nie chcą pomagać, nie wszystkie książki czyta się łatwo. Nawet korepetytora nie jest tak łatwo znaleźć, ponieważ jedyne osoby, które się do tego nadają to w 99% byli finaliści czy laureaci, w końcu to oni sami osiągnęli ten cel, byli na tych zawodach i wiedzą dokładnie co zrobić. Możecie się uczyć wówczas na ich błędach.

Ja również startowałem z niezbyt korzystnej sytuacji, bo pomijając moją słabą startową znajomość chemii ( a też jest wśród Was dużo osób, które startowały w konkursach gimnazjalnych, więc Wy już w ogóle macie dobry poziom startowy), to nauczycielka ani nie potrafiła, ani nie chciała mi pomagać, a korepetytora w całym mieście nie było.

Raz poszedłem na korepetycje. Pamiętam do dziś, jak ostatecznie sam uczyłem babeczkę z jakiegoś tam tematu. Ale nie ma co winić nauczycieli – siedzą x lat w liceum i dzień w dzień opowiadają o tym samym, a i tak program licealny się coraz bardziej kurczy, więc naturalnie zapominają materiału ze studiów (czyli olimpijskiego). Pomijając już specyfikę zadań olchemowskich, które oprócz dużej wiedzy wymagają myślenia, kombinowania i znajomości ciekawych sposobów rozwiązywania.

Dążę do tego, że czekał mnie ogrom pracy. Zwłaszcza, że podczas rozeznania co tam w ogóle się dzieje na tej olimpiadzie, to zadania mnie przerażały. Wydawały się nie do zrobienia.

Nie powiem Wam oczywiście wprost, ile macie się uczyć. Każdy z nas jest inny i potrzebuje mniej lub więcej czasu. Każdy z nas uczy się inaczej – jedni czytają szybciej i dany rozdział wolą przeczytać dwa razy, inni robią go raz, ale powoli i porządnie. Są osoby, które natrafiając na zagadnienie, którego nie rozumieją będą przy nim siedzieć, aż załapią, inni lecą dalej,  z intencją powrotu do tego zagadnienia później. Albo wcale.

Jest za dużo zmiennych, żeby wytyczyć dokładną liczbę godzin. Dlatego powinniście obrać sobie cel mierzony w stronach czy rozdziałach książki.

Załóżmy, że jest dzień zero – czyli dzień, w którym rozpoczynacie naukę do Olimpiady Chemicznej. Zanim zaczniecie – upewnijcie się, że umiecie mole (stechiometria itp) oraz stężenia molowe (i wszystko co z tym związane) .Czyli zupełne podstawy. I nie – nie trzeba mieć piątek i szóstek z chemii, aby w ogóle myśleć o OlChemie. Oceny szkolne są nic niewarte.

Będę jeszcze wrzucał konkretny kalendarz nauki, tydzień po tygodniu, zależnie od momentu w którym zaczniecie, bo inaczej to będzie wyglądać jak zaczniecie 2 września, a inaczej gdy 10 października. Z tego też powodu nie podam teraz z jakich książek się uczyć, ponieważ to też będzie zależeć od dostępnego czasu.

Nie oszukujmy się przecież, że powinniście czytać 5 tomów Murry’ego gdy za półtora miesiąca zawody.

Czyli tak – powinniście wybrać sobie materiały/książki do nauki na :

  1. Chemię analityczną – zadanie 1.
  2. Chemię nieorganiczną – zadanie 2. 
  3. Chemię fizyczną – zadanie 3. 
  4. Chemię organiczną – zadanie 4. (i czasem 5.)
  5. Biochemię – zadanie 5. 

W tym roku macie fuksa, bo analitycznej prawdopodobnie nie będzie, chociaż i tak polecam znać absolutne podstawy liczenia pH (mocny, słaby elektrolit oraz bufory).

Chemia organiczna i biochemia to generalnie to samo, po prostu biochemia to chemia organiczna z naciskiem na życie wokół nas (np. leki, witaminy, trucizny, cukry, peptydy, DNA itd).

W takim razie, w ogólnym przypadku, rozkłada się to tak :

  1. Chemia analityczna = 20 %
  2. Chemia nieorganiczna = 20%
  3. Chemia fizyczna = 20 %
  4. Chemia organiczna = 40%

Widzimy zatem, że organiczna to 40% naszych punktów do zdobycia, zatem warto ładować swój czas właśnie w ten dział. Te procenty mniej więcej odzwierciedlają czas, jaki powinniście przeznaczyć na naukę do danego działu. Zatem załóżmy, że zaczynamy się uczyć w ostatnim tygodniu września i do zawodów zostało 8 tygodni.

  1. Chemia analityczna = 20% z 8 tygodni => 1,6 tygodnia = 11,2 dnia.
  2. Chemia nieorganiczna = 20% z 8 tygodni => 1,6 tygodnia = 11,2 dnia.
  3. Chemia fizyczna = 20% z 8 tygodni => 1,6 tygodnia = 11,2 dnia.
  4. Chemia organiczna = 40% z 8 tygodni => 3,2 tygodnia = 22,4 dnia.

Musimy teraz trochę doszlifować liczby, bo kto się uczy 0,2 dnia? Zresztą nie do końca powinniśmy traktować te działy tak samo.

Analityczną skróciłbym o 30%, z zaokrągleniem w górę. Nieorganiczną skróciłbym o 40% z zaokrągleniem w górę. Chemię fizyczną skróciłbym o 50% z zaokrągleniem w górę. Organiczną wydłużam o 20%.

  1. Chemia analityczna = 70% z 11,2 dnia = 8 dni (14,3%)
  2. Chemia nieorganiczna = 60% z 11,2 dnia = 7 dni (12,5%)
  3. Chemia fizyczna = 50% z 11,2 dnia = 6 dni (10,7%)
  4. Chemia organiczna = 120% z 11,2 dnia = 27 dni (48,2%)

Z tych obliczonych dni 20% przeznaczamy na robienie zadań z poprzednich lat. Czyli 80% to nauka, a potem 20% to przerabianie zadań z tego działu z olimpiady.

Obliczamy ile zostało : 56 (8 tygodni) – 8 -7 -6 – 27 = 8 dni (14,3%) . Te dni zostawiamy sobie na samą końcówkę przed Olimpiadą i wówczas robimy już tylko całe, 5-zadaniowe komplety zadań z poprzednich lat, sprawdzając sobie punkty i zapisując progress (róbcie statystyki, chociażby dlatego, żeby porównywać się za rok!). Powinniście celować w ponad 60 pkt, aby mieć pewność, że przejdziecie I etap (owszem, raz próg był 66 pkt, ale to są zawsze edycje typu – zadania identyczne jak w folderze wstępnym). Te 8 dni to oczywiście czas powtórki ,,ze wszystkiego” i w razie czego nadrabianie zaległości.

8 tygodni może się wydawać mało, ale to naprawdę wystarcza przy odpowiednim doborze książek (i właśnie nie rzucanie się na Murry’ego, bo samo to może pochłonąć nawet więcej niż 8 tygodni).

Czyli wyznaczacie rozdziały/podrozdziały z książki – ustalacie ile macie na to czasu, dzielicie na liczbę dni i wychodzi Wam dzienna norma, którą musicie przerobić – np. 14 stron dziennie. Jeśli w ten sposób to sobie podzielicie, to zobaczycie że nie wychodzi tego tak dużo.

Materiał może być łatwiejszy lub trudniejszy, więcej czy mniej obrazków albo więcej lub mniej zadań do przerobienia. Może uda Wam się wyrobić w dwie godzinki, a czasem trzeba posiedzieć nawet i 6 czy 8. Najważniejsze to regularność i nierobienie sobie tyłów.

Do książek! 🙂

Every time I sat in a chemistry lesson, I thought, 'What am I doing this for? I don’t ever want to be in a job that involves a Bunsen burner.’ –  Simon Cowell

Leave a Reply