Świętujemy 500 polubień! – wywiad z finalistami OlChemu

Wywiad z finalistami Olimpiady Chemicznej

Z okazji uzyskania 500 polubień na FB postanowiłem zadać kilka pytań olimpijczykom, których przygodę z OlChemem miałem przyjemność obserwować ,,z przedniego siedzenia” . Podzielą się z Wami swoim doświadczeniem, a także będziecie mogli uczyć się na ich błędach. Czas na krótkie przedstawienie naszych bohaterów :

  • Marek Bebyn (MB) – finalista 62. edycji. Poznaliśmy się jeszcze w 2014 roku – wtedy jeszcze kolega, któremu pomagałem się przygotować do OlChemu, dziś serdeczny przyjaciel, student III roku lekarskiego na GUMedzie. Marek sam przygotował się do I etapu i po odwołaniu udało mu się przejść do II etapu. Od tego momentu pracowaliśmy wspólnie nad jak najlepszym wynikiem i w niecałe półtora miesiąca ( bo opóźnieni czekaniem na wynik odwołania) udało się wyśrubować wynik z 340. miejsca w Polsce na 115, a do finału zabrakło zaledwie kilku punktów. W trzeciej klasie nie mogło się nie udać. 
    • od siebie jeszcze dodam, że Marka cechowała niewyobrażalna etyka pracy – był ( i jest) mistrzem organizacji czasu, a jego konsekwentność w dążeniu do celu jest godna naśladowania. Marek - wywiad.jpg

 

  • Basia Januszewska (BJ) – finalistka 64. edycji, świeżo upieczona studentka chemii medycznej w Warszawie. Doradzałem Basi z wielką przyjemnością, ponieważ na pierwszy rzut oka wyczuwało się od niej pasję do chemii. To jest w ogóle główny powód, dla którego lubię interakcje z innymi olimpijczykami – jest to bowiem tak ważna decyzja, że rodzice nie mogą jej podjąć za kogoś, więc są to osoby, które po prostu chcą się uczyć i spełnić swoje marzenie. Nie inaczej było tutaj. Z Basią najbardziej boli mnie fakt popełnienia ,,kuriozalnego” błędu (o którym wspomina niżej), który może się przytrafić dosłownie każdemu z Was, przez co do finału dostała się z 45 miejsca zamiast uplasować się w top 15-20. Ale to zupełnie nie szkodzi – najważniejszy był dla nas tytuł finalisty!

Basia - wywiad

  • Filip Lachowski (FL) – finalista 62. oraz 63. OlChemu. Co to jest za człowiek!!! To on udowodnił, że w 4 miesiące można od ,,zera” stać się finalistą. Muszę przyznać, że sam w to nie wierzyłem, ale doświadczenie jego startu w Olimpiadzie ( i mój nowy eksperyment na nim) sprawił, że moja filozofia przekazywania wiedzy zmieniła się o 180 stopni! Dziś student II roku lekarskiego na GUMedzie. Warto wspomnieć, że Filip dzierży rekord w nauce ,, od wstania do spania” wynoszący 17,5h , miażdżąc tym samym moje skromne 14,5h. Szacun!

filip

Zapraszam na ten bardzo ciekawy wpis, pełen inspirujących historii, które pokazują, że Olimpijczycy to zwykli ludzie – tacy jak Wy. Każda historia jest inna, ale ma jeden wspólny mianownik : podjęcie tej decyzji o zmianie swojego życia i ciężka, wytrwała praca, która po prostu musi prowadzić do sukcesu!


 

  1. Kiedy zaczęła się Twoja przygoda z Olimpiadą?

  • MB :  Moja przygoda z olimpiadą zaczęła się w pierwszej klasie liceum, kiedy poszedłem na koło chemiczne w mojej szkole i mój nauczyciel od razu zachęcił mnie do wystartowania. Jednakże mój wynik na pierwszym etapie był bardzo słaby.
  • BJ :  W pierwszej liceum spojrzałam na zadania i stwierdziłam, że nic nie wiem i to nie dla mnie. W drugiej klasie z zerową wiedzą pojechałam w sumie przypadkiem na Forum Młodych Chemików i zobaczyłam, że OlChem to coś wspaniałego. Potem już chciałam być finalistką.
  • FL :  Na początku klasy drugiej liceum. Pomysł wpadł mi w połowie września.
  1. Od jakiego poziomu ,,chemicznego” zaczynałeś/aś?

  • MB :  Ja zaczynałem prawie od zera, ponieważ w gimnazjum nie przywiązywałem uwagi do chemii. Dla mnie najważniejsza była matematyka i udało mi się wtedy być laureatem konkursu wojewódzkiego. Jak dowiedziałem się o olimpiadzie chemicznej to miałem tylko przygotowanie matematyczne.
  • BJ :  Od korepetycji z chemii w drugiej gimnazjum u koleżanki mamy, bo miałam oceny 1 i 3 pod koniec semestru (z czego wyszło 4). Potem tak wyszło, że byłam laureatką konkursu gimnazjalnego…
  • FL : Dosłownie od przeciętnego stopnia. Nie wiedziałem nawet o co chodzi z liczeniem jakiegoś pH. Sprawdziany szły mi na piąteczki ale naprawdę w najmniejszym procencie nie wykraczałem poza średnią wiedzę.
  1. Czy konkurs gimnazjalny z chemii w jakiś sposób wpłynął na Twoje przygotowania do OlChemu? Czy uważasz to za konieczność, żeby potem w ogóle myśleć o Olimpiadzie w liceum?

  • MB :  Jak już wspomniałem w gimnazjum byłem słaby z chemii. W trzeciej klasie gimnazjum nie udało mi się przejść etapu szkolnego z konkursu wojewódzkiego z chemii. Dlatego uważam, że nie trzeba być laureatem w gimnazjum by startować w olimpiadzie, jednakże na pewno to ułatwia naukę do Olimpiady, bo pewne rzeczy się już wie.
  • BJ :  To nie jest konieczność, ale bez niego wykręciłabym się od kółka chemicznego w liceum i pewnie nie wpadłabym na to, żeby startować w Olimpiadzie. Sam konkurs zakresem wiedzy ma się nijak do Olimpiady.
  • FL : Łączenie tych dwóch rzeczy uważam za pomyłkę. Jakby się miało nawet trzy razy laureata z chemii w gimnazjum to świadczy jedynie o predyspozycjach a nie o wiedzy, ponieważ to i tak nie jest 1% tego co czeka z Olchemem. Więc czy się ma na starcie 1% wiedzy czy 0% to nic nie zmienia. Ze swoich osobistych obserwacji zauważam ze dużo więcej znaczy konkurs gimnazjalny z matematyki. Laureaci matmy zdecydowanie wyróżniają się innym myśleniem, logiką i ścisłym umysłem. Poszło Ci dobrze w matmie, OlChem też jest dla Ciebie.
  1. Jaki był stosunek nauczycieli w szkole na wieść, że startujesz? Interesowali się? Pomagali Ci w nauce?

  • MB :  Ja miałem szczęście, że u mnie w szkole nauczyciel z chemii interesował się olimpiadą i zachęcał byśmy brali udział. Jednakże, nie był on wystarczająco obeznany z zadaniami jakie występują na drugim etapie. Można powiedzieć, że dzięki mojemu nauczycielowi zostałem wprowadzony w temat olimpiady, ale to przez moje liczenie zadań i poświęcony czas dostałem się do finału.
  • BJ :  Oj, bardzo się interesowali! Polonistka, Matematyczka, Fizyk, nauczyciele, którzy mnie nie uczyli… – to w końcu sensacja, mat-inf na Olimpiadzie Chemicznej. Pan Profesor od chemii starał się bardzo pomagać i motywować – sam dawno, dawno temu był finalistą.
  • FL :  Ogół nauczycieli patrzył krzywo. Nauczycielka z chemii zawsze wierzyła i kibicowała. Miała duży wpływ na moje ambicje. Pojedynczy nauczyciele też dawali fory jednak większość krzywo patrzyła na nieobecności i nie ułatwiali niczego.
  1. Czy uważasz, że samemu da się przygotować do Olimpiady? Czy dobry nauczyciel jest absolutnie niezbędny?

  • MB :  Uważam, że jest trudno przygotować się samemu, jeśli nie wie się od czego zacząć i z czego się uczyć. Nauczyciel, który jest w temacie, znacznie przyspiesza pracę, uczysz się więcej w krótszym przedziale czasowym i dzięki temu jesteś lepszy od większej liczby osób – i tak dostajesz się do finału, a potem spokojnie na wymarzone studia
  • BJ :  Pewnie da się przygotować samemu, ale musi być to straszliwie trudne. Mi się nie udało w drugiej klasie i wiem, że sama w trzeciej też nie dałabym rady.
  • FL :  Samemu możliwe, ale nie ma co się męczyć. Jest to wyjątkowo ciężkie. Uważam ze tutor, mentor jest niezbędny. Zaoszczędzi to czas, gdyż wie jak się uczyć i czego. Naprawdę.
  1. Jak ważne według Ciebie są ,,zdolności matematyczne” w kontekście sukcesu na Olimpiadzie?

  • MB :  Uważam, że zdolności matematyczne się przydają, ale nie są one kluczowe. Na olimpiadzie używasz kalkulatora, więc nie rozwiązujesz własnoręcznie strikte matematycznych zadań. Natomiast, jest ważne by być obytym z zadaniami i wiedzieć jak je rozwiązać – to jest klucz do sukcesu. Według mnie, bardziej przydaje się używać sprawnie kalkulator, niż dobrze w pamięci liczyć.
  • BJ :  Myślę, że są bardzo ważne, bo wiem w ilu momentach mnie uratowały, ale na pewno da się nadrobić niechęć do matmy na przykład miłością do chemii organicznej.
  • FL :  Przede wszystkim predyspozycje matematyczne. Logiczne myślenie > startowa wiedza chemiczna.
  1. Opisz swój pierwszy start w Olimpiadzie – z jakich książek się uczyłeś/aś, od czego zacząłeś/aś, na co najwięcej poświęciłeś/aś czasu. Czy zrobiłeś/aś wszystkie zadania z poprzednich lat?

  • MB :  Mój pierwszy start był bardzo „YOLO“  . Uczyłem się z materiałów z liceum i policzyłem folder A i to było wszystko. Mój wynik na pierwszym etapie wynosił jakieś 20 – 25 punktów.
  • BJ :  Zaczęłam od McMurrego. Przeczytałam trzy i pół tomu, na początku robiąc wszystkie zadania i notatki, po paru rozdziałach już tylko po kilka zadań. Tyle było tam wiedzy: konformacje, zatłoczenie sferyczne, orbitale antywiążące, spektroskopia. Jakiś kosmos! Mało co się przydało na pierwszym etapie, ale parę punktów z organicznej dostałam. Zadań olimpijskich zrobiłam zdecydowanie za mało, bo tylko z poprzedniej edycji z pierwszego etapu. W drugiej klasie wiedziałam, że nie przejdę nawet do drugiego etapu, ale za to wróciłam do domu z mocnym postanowieniem walki w trzeciej klasie.

  • FL :  Uczyłem się z McMurryego, Atkinsa analitycznej oraz podczytywałem dosłownie Bielanskiego. Głównie cisnąłem w zadania. Przeliczyłem wszystkie do drugiego etapu przynajmniej jeden raz.
  1. Czy dostrzegasz jakieś błędy w swoim przygotowaniu albo na samych zawodach, które popełniłeś/aś? Co teraz byś zmienił/a?

  • MB :  Wtedy myślałem, że miałem za mało czasu. Z tym, że ja na prawdę nie wiedziałem z czego mam się uczyć i polegałem na moim szkolnym nauczycielu, który też de fakto nie był obeznany. Zmieniłbym bardzo dużo w moim przygotowaniu, gdybym wiedział jak.
  • BJ :  Dobrze jest przed startem porozmawiać z kimś, kto już od jakiegoś czasu przygotowuje się do OlChemu, bo samemu to nie wiadomo, co jest ważne. Nie starać się nauczyć tylko książkowej wiedzy, wtedy czasem nie wiadomo, czego użyć w konkretnym zadaniu. Trzeba robić dużo, dużo zadań. A na samych zawodach, kiedy zostaje ostatnie pół godziny, nie warto dokańczać wszystkich zadań naraz. Ale tego błędu nie udało mi się wyeliminować.
  • FL :  Dłużej czytał zadania i bardziej je męczył. Warto siedzieć do końca nawet jak się jest serio wszystkiego pewnym.
  1. Opisz to samo, ale już z trzeciej klasy. Co się zmieniło najważniejszego, co miało potem wpływ na Twoje dostanie się do finału?

  • MB :  Trzecia klasa to było coś zupełnie coś innego. Dzięki Patrykowi wiedziałem jak się przygotować. Zaznajomiłem się z odpowiednimi książkami, dowiedziałem się jak wykorzystać wiedzę z książek w zadaniach. Przeliczyłem i zrozumiałem zadania
  • BJ :  Najważniejsza zmiana była taka, że przed pierwszym etapem zrobiłam wszystkie zadania z etapów wstępnych i pierwszych (oprócz elektrochemii i kinetyki, których nie było w folderze wstępnym), a przed drugim większość drugich etapów i trochę zadań z finałów. Dużo czasu spędziłam też nad laborkami. Rysowałam na kartce probówki w odpowiednich kolorach i pisałam, co było do dyspozycji, a potem wymyślałam, jak można to wykryć. Z drugiej strony kartki miałam napisane sugerowane rozwiązanie.
  • FL :  W trzeciej klasie wszystko było zasadniczo powtórkami. Uczyłem się bardzo mało, wiedziałem jaka jest waga zadań z folderu wstępnego wiec dosłownie nauczyłem się rozwiązań i związków z nich na pamięć. Pomocne.
  1. Co jest według Ciebie ważniejsze – nauka z książek czy przerabianie zadań? A może trzeba znaleźć w tym wszystkim jakiś złoty środek?

  • MB :  Nawet jeśli się przeczyta całą literaturę to i tak nie gwarantuje ci finału, bo na finał nie dostajesz się za przeczytanie Bielańskiego. Z drugiej strony jak nie masz odpowiedniej wiedzy to przeliczenie wszystkich zadań ci nic nie da, bo wejdzie inny pierwiastek/ reakcja organiczna i też będzie nieciekawie. Na finał się dostajesz, jak będziesz lepszy niż inni. Dlatego, trzeba się nauczyć możliwie najlepiej stricte na olimpiadę tzn. odpowiednia ilość materiału z przeliczeniem odpowiedniej ilości zadań stworzonych pod obecny etap olimpiady.
  • BJ :  Znacznie ważniejsze jest robienie zadań, ale żeby umieć je chociaż zacząć, trzeba już coś wiedzieć.
  • FL :  Zadań nie zrobi się bez książek, ale olimpiady nie zrobi się bez zadań. Tak wiec najpierw zakuć wszystkie książki a później męczysz zadania raz drugi i trzeci 🙂 i uzupełniać ciągle braki książkami. Finalnie dużo więcej czasu spędziłem na praktyce, robiąc zestawy zadań.
  1. Ile czasu dziennie (albo tygodniowo) poświęcałeś/aś na naukę do Olimpiady? Czy zdradzisz czytelnikom jakieś rady odnośnie nauki?

  • MB :  Ciężko powiedzieć, pamiętam, że przed drugim etapem wziąłem wolne od szkoły na 2 tygodnie + 2 tygodnie ferii, więc dłuuuugo mnie w szkole na zajęciach nie było. Wtedy, dziennie starałem się uczyć 4-6h. W trakcie szkoły 1, 2, max 3h dziennie.
  • BJ :  Mnóstwo czasu! W szkole to czas na informatyce, historii, okienkach, a im bliżej do etapu, tym więcej innych lekcji poświęconych na chemię. Wracając ze szkoły cieszyłam się, że wreszcie mogę się uczyć 😉 W domu każda wolna chwila plus lekcje do Olimpiady u autora tej strony i kółko Sekcji Licealnej na UMK. W czasie urlopu naukowego budziłam się o 6 rano, żeby robić zadania. W dzień przed drugim etapem tyle rzeczy powtórzyłam, że już nie wiedziałam jak się nazywam, ale uznałam, że to nieważne, bo jest na legitymacji 🙂 Z drugiej strony da się jednocześnie uczyć do OlChemu, matury i robić prawo jazdy. Egzamin zdawałam w grudniu i przed wejściem do sali czytałam Minczewskiego. Wszyscy wkoło się denerwowali, a ja miałam co robić. Co do rad to warto na samodzielnie zrobionych zadaniach z Olimpiady dopisywać sobie na kolorowo jakieś rady na przyszłość (typu „jednostki!”, „reakcja aldolowa! Pamiętaj głupku”) i trzymać te kartki w wiadomym miejscu, żeby przejrzeć przed etapem. Robiłam też fiszki organiczne – z jednej strony substraty i warunki na strzałce, z drugiej cała reakcja – łatwo potem samemu powtórzyć. Dobrze też wypisać na kartce numery zadań, które warto zrobić (z podziałem: te organiczne, tamte fizyczne) i odkreślać – wtedy wiadomo, ile się już zrobiło i co się umie.
  • FL :  Najciekawiej było podczas przygotowania do drugiego etapu. Niczym 40-dniowa wędrówka na pustynie. Zero social mediów, zero relacji. Dosłownie siedzenie w książkach po 12 godzin dziennie przynajmniej. Raz nawet spędziłem na naukę 17,5 godziny. Determinacja to podstawa. Nauki dużo. Do finału już wkładałem mniej pracy, może dlatego zatrzymałem się na tytule finalisty?
  1. Co uważasz za swoje największe osiągniecie na Olimpiadzie?

  • MB :  Bycie w finale i dostanie się na studia – dla mnie nie było niczego lepszego.
  • BJ :  Wynik z laborki na drugim etapie. Spodziewałam się, że będzie kilka punktów, a dostałam 25/30. Dużo poszło zgadywaniem, to jest żółte, może chromiany z czymś… ale te domniemane chromiany zrobiły się w zlewie niebieskie, gdy zlałam je z innymi probówkami, więc heksacyjanożelaziany! Wiele w kartę odpowiedzi zapisałam „na sucho” – chcieli uzasadnienia, więc jak już byłam pewna, że w danej probówce są np. jony srebra, to wpisałam więcej reakcji niż zrobiłam – wszystko, żeby mniej zmywać 🙂 ale to oszczędziło sporo czasu, którego zawsze przydałoby się więcej.
  • FL :  Zdobycie tytułu finalisty za pierwszym podejściem do Olimpiady,  podejmując naukę w połowie października.
  1. Jaki największy błąd popełniłeś/aś w trakcie przygotowań lub na samych zawodach?

  • MB :  Największy błąd popełniłem na części laboratoryjnej. Gdzie do oznaczanej probówki (tej, której dostaliśmy od organizatora) dodałem AgNO_{3}   i potem ta próbówka była zanieczyszczona jonami Ag+ i dawała fałszywe wyniki. Przez taki głupi błąd straciłem kilka punktów.
  • BJ :  Na drugim etapie nie zauważyłam, że i 4 i 2 dzielą się na 2 i przez to miałam pół punktu z zadania, z którego mogłam mieć o wiele więcej, bo nawet miałam jakieś pojęcie co to cykloaddycja [2+3] i wykminiłam dalszy mechanizm. W ostatnich minutach zawodów chciałam robić wszystko i nic z tego nie wynikało. W przygotowaniach za mało poczytałam o jodzie, który akurat był i w folderze wstępnym, i na drugim etapie (bo tylko to, co w Bielańskim na drugi etap nie wystarczy). Też zawsze zakładałam, że nieorganiczna jest trudna i przez to przecwaniłam na pierwszym etapie. I jeszcze jedna dobra rada: po zawodach nie trać głowy i (jak ja) nie zostawiaj torebki z portfelem, dokumentami i okularami w PKS. Potem w niedzielę ciężko ją odzyskać 🙂
  • FL :  Patryk zwrócił mi uwagę na wszelkie wpadki, które najczęściej zdarzają się zawodnikom, przez co udało mi się ich uniknąć. Nie zdażały się. Jedynie pojedyncze tracone punkty poprzez zlekceważenie podpunktów. Ważne było też trafne wyselekcjonowanie potrzebnej wiedzy, okrojenie materiału tak, żeby zdążyć go przerobić w krótkim czasie, jednocześnie pozostawiając czas na robienie zadań i by być gotowym na jak najszerszy zakres niezbędnej wiedzy.
  1. Pamiętasz dzień wyników po II etapie, w którym stało się jasne, że jesteś w finale?

  • MB :  No jasne! Dostałem telefon od nauczyciela, który powiedział, że jestem w finale. Najlepsze uczucie ever. W tym momencie otwierają się drzwi do uczelni (mojego GUMEDu ) i masz wakacje od marca do października(mi już nie zależało na byciu laureatem)
  • BJ :  Pamiętam, cały dzień odświeżałam stronę. Niczym nie mogłam się zająć. Oglądałam seriale, żeby nie siedzieć bezczynnie, albo chodziłam i marudziłam, że jeszcze nie wrzucili. Bez serca są, żeby tak późno wstawiać! W końcu się pojawiły. Ta mieszanka uczuć jest nie do opisania. Udało się! Tyle punktów z tego zadania, a z tamtego tylko tyle, ale tamten ktoś jest mądry, a ma mniej… Potem dopiero dociera, że już się można wcale nie przejmować ani maturą, ani dostawaniem na studia.
  • FL :  To był stresowy dzień. Zabrakło mi 0,25 punktu, czyli około 0,15%. Radości nie było 😀 . Na szczęście tytuł finalisty mi się należał ponieważ okazało się, że nie sprawdzono mi dwóch podpunktów z fizycznej. W tamtym dniu, czyli po odwołaniach, była radość. Była bardzo duża!
  1. Wymień największe swoim zdaniem korzyści wynikające z samego startu w Olimpiadzie, w kontekście studiów lekarskich lub innych. 

  • MB :  Olimpiada albo daje ci indeks (np. Na GUMED albo na wszystkie kierunki oprócz architektury na PW) albo znacznie ułatwia dostanie się na kierunku medyczne.
  • BJ :  Czemu wszyscy chcą na medycynę? Finalista Olimpiady dostaje wstęp na każdy wydział chemii, a tam też są ciekawe kierunki. Poza tym nie przeżywa się szoku, że ta chemia na studiach jest zupełnie inna niż w szkole. W sumie to tylko mi mówili, że tak jest – będę wiedzieć od października. Na razie największym plusem było to, że jakkolwiek zawaliłabym maturę, to i tak dostanę się tam, gdzie chcę.
  • FL :  Wakacje od połowy drugiej liceum, zero stresu z maturami bo wstęp wolny, i wiele tysięcy złotych ze stypendiów. Człowiek później jest przyzwyczajony do medycznej sesji i nie jest dla niego żadnym wyzwaniem. Ma już wyrobioną dyscyplinę i kulturę zakuwania całych dni.
  1. Najlepsze wspomnienie z OlChemu?

  • MB :  Kiedy sprawdzasz odpowiedzi po drugim etapie i ci się zgadzają wyniki 🙂
  • BJ :  Najlepsze było spotkanie dużej grupy ludzi, którzy z podobnym błyskiem w oku rozprawiali o zadaniach z poprzednich etapów. Wreszcie było z kim pogadać. W ogóle ludzie na Olimpiadzie są przemili i bardzo weseli.
  • FL :  Zadania wykonane na 20 punktów ! I ten uśmiech pod nosem gdy sprawdzasz wyniki i widzisz maks za zadanie pod Twoim nazwiskiem! A co dopiero gdy znajdziesz się 3. w Polsce z wynikiem za konkretne zadanie! Zdarzyło się.
  1. Jak wpłynęła na Ciebie informacja z wyników w II klasie, kiedy okazało się, że finał jeszcze nie dla Ciebie?

  • MB :  Najpierw się trochę zasmuciłem, a później jeszcze bardziej zmotywowałem. Została ostatnia szansa, więc trzeba było ją wykorzystać.
  • BJ :  Bardzo motywująco. Mam jeszcze rok i wiem ile nie umiem
  • FL :  Nie poddawałem się, walczyłem. Od razu tego samego dnia miałem zdjęcia swojej pracy od sekretarza okręgu i już widziałem ze przysługują mi punkty. Tak wiec był spokój , jednak zarazem niepewność trwała do samego końca odwołania.
  1. Jak według Ciebie powinno traktować się porażki poniesione na OlChemie?

  • MB :  Trzeba wyciągnąć wnioski, co się zrobiło źle oraz co trzeba poprawić. Nie wolno się załamać i odpuścić, bo wtedy to jest dopiero porażka.
  • BJ :  Nie można się poddawać. Przed ostatecznymi wynikami w sumie nie wiadomo, ile jest źle. W moim przypadku szacowanie wyników zawsze było takie, że myślałam, że dostanę mniej punktów. A z porażek można się wiele nauczyć na przykład tego, żeby zawsze rozpisywać reakcje w zadaniach analitycznych, albo też śmiać się, że się nie wie ile jest  3^3
  • FL :  Trzeba walczyć. Takie jest życie. Miałem szczęście ze odniosłem to co chciałem, za pierwszym razem. Ale najważniejsze jest by się nie poddawać.
  1. Czy Olimpiada jest dla każdego?

  • MB :  Oczywiście. To świetna szansa przetestować swoją dyscyplinę, samozaparcie oraz to jak sobie radzimy ze stresem związanym z egzaminami. Na olimpiadę się nie umiera, także to nic strasznego :).
  • BJ :  Nie, Olimpiada jest dla tych, którzy są w stanie poświęcić mnóstwo czasu na naukę i potrafią się zmusić do pracy przez kilka miesięcy ciurkiem. Na początku nie trzeba dużo wiedzieć ani umieć, ani mieć specjalnych zdolności, tylko motywację, bo chyba nikomu w lipcu nie chce się siedzieć nad Bielańskim…
  • FL :  W gimnazjum wygrywa się konkursy za talent. W liceum za pracę. Jeśli masz duże ego, że jesteś najmądrzejszy to olimpiada Cię szybko zweryfikuje. Tu potrzeba Ludzi Pracy którzy zgodzą się z faktem, że dużo nie umieją i trzeba spędzić kilkaset godzin przy książkach.
  1. Gdybyś teraz miał startować do Olimpiady – od jakich książek byś zaczął/ęła?

  • MB :  Hmmm, ja bym zaczął od Murrego
  • BJ :  Tak jak poprzednio, od McMurry’ego, ale tylko niektórych rozdziałów. Potem zrobiłabym zadania z analitycznej z poprzednich edycji i Galusa. Nieorganicznej na pierwszy etap uczyłabym się tylko z podręcznika do liceum.
  • FL :  Atkins i analityczna, bardzo przyjemne. Później przerobić całego McMurrego. 1200 stron ale ja dałem radę łącznie z zadaniami w 5 dni 😉 co prawda w tamten tydzień spędziłem na McMurrym ponad 70 godzin. Ale zrobiłem to! Z więlka radością. Choć nie każdy podoła takiemu wyzwaniu. Dlatego polecam zacząć go przerabiać już w listopadzie, a nie w przerwie świątecznej 😀
  1. Czy uważasz, że finalista OlChemu będzie miał potem łatwiej na studiach? Jak porównujesz poziom egzaminów na studiach do zawodów np. II etapu bądź finału?

  • MB :  By zostać finalistą olimpiady trzeba posiąść umiejętność uczenia się samemu, jak nikt nie każe i nikt nad nami nie stoi. Jednocześnie, ta umiejętność pozwoli Wam zdać większość egzaminów na studiach, bo tam też nikt nie będzie wam mówił i zachęcał do nauki. Mam kilku znajomych, którzy zostali finalistami olimpiad i żaden z nich nie ma kłopotów ze zdawaniem anatomii, biochemii czy fizjologii.
  • BJ :  Na pewno będzie łatwiej, a o ile, to będę mogła powiedzieć za kilka miesięcy.

  • FL :  Zdecydowanie łatwiej. Przyzwyczajenie do stresu. Egzamin na medycynie to niczym zawody na olimpiadzie. Wiesz ze 2/3 ludzi w sali odpadnie. Człowiek jest już przyzwyczajony na starcie i wybiega w bloku już daleko przed innymi. Chodzi o samodyscyplinę i przyzwyczajenie do przyswojenia dużych partii materiału na raz.
  1. Czy gdyby cofnąć czas – wystartowałbyś/ałabyś jeszcze raz w Olimpiadzie? Biorąc oczywiście pod uwagę serię wyrzeczeń, poświęcenia i ogromu ciężkiej pracy z jaką to się wiązało?

  • MB :  Oczywiście, to jest coś co się dłuuuugo będzie pamiętać.
  • BJ :  Oczywiście! Start w OlChemie ma mnóstwo plusów. Wspomnienia na całe życie (te piękne kryształki niewiadomo czego z laborki), wiedza (która pewnie się przyda), wstęp na studia (nie tylko chemiczne, np. ekonomia w Poznaniu, optometria w Warszawie, korozja w Gdańsku czy japonistyka w Toruniu), sława, pieniądze… Jak się lubi chemię, to ta ciężka praca nie jest taka nieznośna. Zawsze można ją sobie umilić dobrą kawą, codziennie trochę innymi chmurami za oknem albo jeszcze nieznanymi piosenkami. Moim zdaniem zdecydowanie warto wystartować w Olimpiadzie.
  • FL :  Pewnie! To była najlepsza przygoda w moim życiu. Żadne inne zawody tyle mnie nie nauczyły. Poświecenie jest niczym w porównaniu z tym co mogłem wziąć dla siebie przez te dwa lata. I nie chodzi tu tylko o korzyści materialne czy wstęp wolny na wymarzone studia. Doświadczenie życiowe jest bezcenne. Polecam każdemu, nawet jak nie wyjdzie. Warto!!!

 

Jak Wam się podobał ten wpis? Dajcie znać w komentarzach! A może macie jakieś inne pytania, które chcielibyście zadać?

 

“If You Are Working On Something That You Really Care About, You Don’t Have To Be Pushed. The Vision Pulls You.” – Steve Jobs

2 myśli w temacie “Świętujemy 500 polubień! – wywiad z finalistami OlChemu”

  1. Super 😀
    Każdy ma różne doświadczenia, przez co inne rady i wskazówki, dzięki czemu można wybrać jak najlepsze metody pracy dostosowane do indywidualnych potrzeb 🙂 I oczywiście ważne- odpowiednie porcje motywacji, pokazanie że każdy ma czasem cięższe chwile i zwątpienia, ale nie wolno się poddawać, trzeba walczyć 😉

Leave a Reply