Co Cię powstrzymuje przed udziałem w Olimpiadzie Chemicznej?

Co Cię powstrzymuje przed udziałem w Olimpiadzie Chemicznej?

Niebawem koniec wakacji i zaczynamy kolejny już sezon Olimpiady Chemicznej i jak zwykle towarzyszy temu szereg pytań i obaw w kwestii zupełnie podstawowej, a więc czy w ogóle startować w tym roku? A może poczekać do następnej edycji? A może nie warto?

Na instagramie zadałem Wam właśnie tytułowe pytanie, a Wasze odpowiedzi przedstawiłem poniżej. Rozprawmy się zatem z mitami dotyczącymi Olimpiady Chemicznej.  Swoją drogą, na instagramie dzieje się więcej niż na facebooku, dlatego jeszcze jeśli nie zaglądaliście to warto.

View this post on Instagram

Wiem, że już dawno się tutaj nic nie działo, jednak wszystko powoli wskazuje na to, że w końcu się to zmieni. W jednym czasie zbiegł się staż z interny, której jako samego przedmiotu przy okazji… nie lubię mówiąc delikatnie. W międzyczasie z Radkiem działamy dzień i noc, aby doprowadzić do końca książkę z chemii nieorganicznej. Kawa znika z półek w zastraszającym tempie, jednak nowa wersja skryptu jest już niemalże ukończona – jednak przekroczyliśmy 100 tysięcy słów i wierzymy, że będzie to kompletne opracowanie, a zadanie drugie przestanie już tak straszyć w statystykach. #olchem #olimpiada #olimpiadachemiczna #matura #chemiamatura #maturazchemii #biochem #biolchem

A post shared by ChemicznyOlimp (@chemicznyolimp) on

1. ,,Po wakacjach będę już w [klasie] maturalnej i boję się, że nie mam wystarczająco doświadczenia i czasu”.

To faktycznie jest całkiem trudna pozycja, w której możesz się znajdować. Dlatego też zawsze gdy poznaję się ze swoimi uczniami to pytam o to, co chcieliby robić po liceum. W większości przypadków odpowiedź jest jedna – medycyna. To akurat wiąże się z tym, że na maturze trzeba mieć dobre wyniki.

I teraz tak – z jednej strony mamy presję rówieśników, którzy ,,uczą się” do matury, presję nauczycieli, którzy w większości świata poza maturą nie widzą oraz presję ze strony rodziców, którzy nie zdają sobie sprawy z tego, jak bardzo absorbująca czasowo i przede wszystkim jak trudna jest Olimpiada, którzy będą z dużym prawdopodobieństwem naciskać Was, abyście uczyli się do matury.

,,Tak, fajnie że uczysz się do Olimpiady, no ale jednak poucz się do matury” – to jest mniej więcej parafraza tego, co możecie usłyszeć.

Jakby się nad tym zastanowić to nieco przykre, ponieważ często nawet nasi rodzice w nas nie wierzą – ja miałem dokładnie tak samo. Generalnie nie można ich za to winić, ponieważ nawet osoby z Twojej klasy nie rozumieją czym jest Olimpiada. Samotność długodystansowca – samotność Olimpijczyka. Nikt Was nie zrozumie, kto sam nie podjął się nauki do OlChemu. Cała reszta zatrzymała się na łatwych (w porównaniu do OlChemu oczywiście – one nie są łatwe, gdy  jest się w gimnazjum) konkursach kuratoryjnych z gimnazjów, na które można się nauczyć w parę tygodni, a często wystarczał sam talent, aby zostać laureatem. Dlatego też przenoszą to na Olimpiadę, traktując ją jako taki konkursik, tylko że po prostu licealny.

Wracając jednak do problemu – w maturalnej klasie jesteście otoczeni wrogimi czynnikami zewnętrznymi. Nauczyciele będą łapać się za głowę, jeśli będziecie zaniedbywać biologię, rodzice Olimpiadę mogą traktować jako Wasze hobby, a Wy patrząc na  kolegów z klasy będziecie ciągle kwestionować słuszność swojego  wyboru :

,,Czy na pewno dobrze zrobiłem, że startuję w tej Olimpiadzie? To może pouczę się dwie godzinki Murry’ego, a potem dwie godziny na rośliny…”.

Co zatem zrobić? Moim zdaniem należy zdecydować jak najszybciej czy chcesz startować w Olimpiadzie.  Jeśli już taka decyzja zapadła, to trzeba się w stu procentach poświęcić tylko jej. Wydawałoby się, że jest to stawianie na jedną kartę. Ale czy na pewno?

Jeżeli do Olimpiady Chemicznej będziesz przygotowywać się rzetelnie (czytaj : nie uczysz się tylko Folderu Wstępnego), to w momencie gdy kończy się II etap (końcówka stycznia) to jesteś już na poziomie 95% z matury rozszerzonej. Teraz wystarczy, że przerobisz wszystkie arkusze z poprzednich lat i przestawisz się na specyfikę maturalnych zadań. Gwarantuję, że to zakończy się świetnym wynikiem. Jeśli Twoim celem jest medycyna (czyli potrzebujesz największej ilości punktów) to z biologii wcale już nie potrzebujesz tych punktów tak dużo, prawda? Zwłaszcza, że liczba uczelni medycznych rośnie, a więc progi spadają. Uwierzcie, że teraz naprawdę łatwo dostać się na medycynę w porównaniu np. do roku 2010.

Zostaje Ci zatem trzy miesiące (i pół miesiąca na ogarnięcie przedmiotów obowiązkowych jak polski czy angielski) na naukę biologii. Po tak intensywnej nauce do Olimpiady Chemicznej ten materiał będzie Ci się wydawał śmieszny. Fakt, matura z biologii to oczywiście jeden wielki idiotyzm w kwestii wpasowywania się w klucz, ale to jest problem dla osób, które chcą napisać biologię bardzo dobrze, czyli > 80%. A to przecież nie Twój problem. Ja pisałem biologię już ładnych parę lat temu, ale niech mnie ktoś poprawi jeśli źle mówię : po prostu przerobienie wszystkich arkuszy z poprzednich lat powinno wystarczyć na wynik w granicach 65% ?

Jedno jest pewne – Olimpiada jest coraz trudniejsza i myślę, że ten trend zostanie utrzymany. Oznacza to, że coraz ciężej dostać się do finału, a zatem nie wyobrażam sobie, żeby ogarniać jednocześnie OlChem, maturę i jeszcze dobre oceny w szkole. Raczej powinniście wybrać jedną z tych rzeczy. Olimpiada Chemiczna wymaga poświęcenia, wyrzeczeń, dedykacji i ciężkiej, przemyślanej pracy. Zwraca się to jednak z nawiązką.

W ramach motywacji odsyłam tutaj :  Po co mi ta Olimpiada – czyli 20 powodów by zmienić swoje życie

2. ,,Jestem na samym początku, zaczynam dopiero organiczną McMurrego, kończę 8 klasę”.

To jest ,,problem” , który boli mnie najbardziej. Jak słyszę o osobach, które nie startują, bo jeszcze mało umieją, to za każdym razem mała część mnie umiera w środku. Należy od razu zwrócić uwagę na fakt, że pięciogodzinne zawody, z którymi zderzamy się już na I etapie to w rzeczywistości najtrudniejszy egzamin, jaki czeka Cię w całym życiu! Nawet ,,najtrudniejszy” egzamin po studiach czyli Lekarski Egzamin Końcowy trwa tylko cztery godziny i w porównaniu do Olimpiady Chemicznej to jest niczym relaks na plaży. Tam jest tylko dwieście pytań a,b,c,d,e , więc jedyne co musimy robić to zakreślać kółka. Pamiętam jak koledzy z roku przychodzili na ten egzamin z napojami, batonikami, bojąc się egzaminu, który trwa aż cztery godziny! A Wy w wieku nawet 16 lat chodzicie na dwudniowe zawody trwające po pięć godzin…

Gdzie w takim razie chcesz zdobyć doświadczenie w tego rodzaju wysiłku intelektualnym? Widziałem już wiele świetnych zawodników, którzy byli łamani przez presję, stres i zmęczenie, które są nierozłącznymi towarzyszami na zawodach. Jeśli miałbym okazję przeżyć coś takiego, aby chociaż trochę się na to uodpornić to nie wahałbym się ani minuty.

Co z tego, że mało jeszcze umiesz? Wolę mieć 5% z Olimpiady, niż 80% ze szkolnego sprawdzianu, ponieważ szkolne oceny są bezwartościowe. Sam fakt, że startujesz w tak młodym wieku jest niesamowity i należy Cię za to tylko podziwiać.

Zbierajcie doświadczenie jak najszybciej. Czasem to jedyny element, którego brakuje w Waszym przygotowaniu. Przy tak wysokich progach do finału jak teraz, każdy detal będzie miał znaczenie. Szkoda byłoby odpaść, jeśli nie udowodnicie swojej wiedzy w dniu zawodów. Pamiętajcie, że to nie sztuka być skupionym przez dwie godziny, tylko sztuką jest wpaść na kluczowe rozwiązanie w czwartej, piątej godzinie zawodów i zapewnić sobie te ostatnie punkty, potrzebne do finału.

Poza tym, jeśli już zapiszecie się na Olimpiadę to macie motywację do nauki. Jeśli tego nie zrobicie to jest duża szansa, że przygotowania będziecie odkładać, odkładać, aż w końcu młodsze roczniki Was wyprzedzą!

A przy okazji – jeśli swoją naukę rozpocząłeś od Murry’ego to moim zdaniem jest to błąd. Lepiej rozpocząć od chemii ogólnej Atkinsa z naciskiem na budowę atomu, cząsteczek, poprawnego rysowania wzorów elektronowych z uwzględnieniem rezonansu i ładunków formalnych. Czytanie dopiero potem Murry’ego pójdzie Ci potem znacznie lepiej. Niestety, ale w książkach do chemii organicznej te początkowe działy zawsze są zrobione fatalnie : tak jakby autorzy chcieli zaznaczyć, że faktycznie to jest ważne do zrozumienia tematu, ale zakładają, że te podstawy już zdobyliście.

3. ,,Lenistwo, utrata motywacji, brak mentora, dzięki któremu wiedziałabym czego i jak się uczyć i który mógłby mi coś w razie czego wytłumaczyć”.

Lenistwo to akurat dla mnie objaw alarmowy. Nauka do Olimpiady jest na tyle czasochłonnym i trudnym procesem, że po prostu nie da się tego robić z przymusu. Chemia czy może po prostu sama Olimpiada musi Ci się podobać, ciekawić. Jeśli jesteś osobą, która OlChem traktuje jako furtkę do zwolnienia z matury, to faktycznie cały Twój proces przygotowań jest wymuszony i z dużym prawdopodobieństwem nic z tego nie będzie.

Ja akurat właśnie dlatego lubię pracować z olimpijczykami, ponieważ to są zawsze osoby silnie zmotywowane. Widzę to zawsze po tym, kto do mnie dzwoni. Boję się, gdy dzwoni rodzic, który chce zapisać swoje dziecko na zajęcia, ponieważ obawiam się, że to jest pod przymusem. To akurat najczęściej ma miejsce na maturalnych korepetycjach.

To nie jest oczywiście tak, że olimpijczykom nigdy nie brakuje motywacji i chęci! Każdego łapie kryzysowy moment i wtedy też od tego jestem, aby podnieść na duchu, przypomnieć cel, ustalić co już udało się zrealizować i najzwyczajniej pocieszyć. Ważne, aby mieć kogoś takiego, kto podniesie nas po ,,porażce” , czyli np. braku kwalifikacji do II czy III etapu (to wcale nie jest porażka!). Nie wolno się wtedy poddawać, należy zrobić sobie parę dni przerwy i wrócić ze zdwojoną siłą!

Co do braku mentora, tutaj powiem brutalnie : ,, nie jesteś sama”. Większość osób jest z przeciętnych/dobrych liceów, w których Olimpiada nie jest priorytetem, a nauczyciele mają to w … „. Nie opłaca im się dla jednej czy dwóch osób interesować Olimpiadą Chemiczną, bo jakby nie patrzeć, wypadałoby przerobić chociażby zadania z poprzednich edycji, aby wiedzieć co tam jest (wszystkie dostępne na stronie edycje to około 3000 stron A4, a nie mówimy tutaj o zwykłym czytaniu, a robieniu zadań!). Łatwiej przemilczeć temat i zostawić ucznia samego. Na szczęście sukces, do którego dojdziesz sama, będzie potem bardziej smakował.  A jeśli to się uda, to potem też w życiu będzie łatwiej – wiesz już wtedy, że nie trzeba na nikim polegać, że da się wszystko zrobić samemu, wystarczy chęć, samozaparcie i ciężka praca.

4. ,,Jedynie to że może nie dam rady wyciągnąć w miarę dobrych ocen z reszty przedmiotów. Boję się też braku czasu na spotkania ze znajomymi itp.”

Co do ocen, to ciężko mi wyobrazić sobie bardziej kuriozalny argument. Niech mi ktoś powie, po co komu oceny? Do czego one są przydatne? To nie kwalifikacja do gimnazjum (czy obecnego liceum), gdzie do ostatecznej punktacji wliczane są punkty za oceny. Jeśli rodzice każą Wam mieć dobre oceny, to znaczy że nie jesteście jeszcze dostatecznie dorośli. Jeśli motywacją jest 50 zł od babci za czerwony pasek na koniec roku, to szybciej uzbieracie te 50 zł rozdając ulotki i będziecie dziesiątki godzin do przodu (pod względem zaoszczędzonego czasu na pisanie jakichś bzdurnych prac dodatkowych, poprawiania sprawdzianów itp.) . A nie ma nic bardziej cennego niż czas. 

Ja w liceum nie miałem ani razu paska, a koleżanki (biochem to prawie same dziewczyny) tą dumną odznakę zdobywały co rok. Ale jednak na koniec liceum, kiedy one słabo napisały maturę i się na studia nie dostały, to kto komu zazdrościł? Ale piąteczka z WOSu i wiedzy o kulturze była, to prawda! Aha, i jakby co, to nasz poziom wiedzy z WOSu po 8 latach jest taki sam.

Ponadto oceny same w sobie są kpiną. Na półrocze trzeciej klasy liceum moja średnia oscylowała w granicach 3,3 z towarzyszącym zagrożeniem z języka polskiego. Na koniec miałem chyba 4,5 przy czym zaznaczam, że ja nic w tym kierunku nie zrobiłem. Oceny podniosły się automatycznie po uzyskaniu przeze mnie tytułu finalisty, ponieważ nie wypada, żeby finalista miał tak słabą średnią. Interwencja pani pedagog u nauczycielki j. polskiego, która notabene prowadziła ze mną osobistą wojnę, skończyła się czwórką na koniec (na piątkę nie zasłużyłem na pewno, ponieważ nie potrafię stawiać przecinków) ! A maturę z tego pięknego przedmiotu napisałem chyba na niemalże 80%.

Pora zaadresować drugą kwestię czyli brak czasu na spotkania ze znajomymi i szeroko pojęty czas wolny. Pamiętajmy, że przygotowania do Olimpiady to nie jest proces, który trwa 24 godziny. Jeżeli dobrze rozplanujecie czas w ciągu dnia i weekendów (czyli między innymi odrzucicie walkę o bezwartościowe szkolne oceny). Dobrze zorganizowana osoba na spokojnie będzie miała czas na pójście do szkoły + aktywność fizyczną + mocną naukę do Olimpiady i wyjście ze znajomymi od czasu do czasu.

Fakt, OlChem będzie wiązał się z masą wyrzeczeń i jeśli chcesz codziennie wychodzić na miasto na 3-4 godziny, to będzie bardzo ciężko. Wówczas znowu stajesz przed decyzją.  Ja nie chcę jej podejmować za Ciebie, ponieważ jest to decyzja bardzo poważna.

5. ,,Jestem w 7 klasie, ale w liceum mam zamiar, a przynajmniej marzę, wziąć udział w olimpiadzie chemicznej”.

Nawiązując do punktu 3 na podziw i szacunek zasługuje fakt, że będziesz już teraz startował w OlChemie. Tylko nie czekaj na liceum, startuj już teraz. Przecież doskonale znamy sytuację, gdzie osoba z 8 podstawówki miażdżyła innych licealistów 🙂 .

6. ,,Fakt że teraz do finału zabrakło mi niecałe 2 pkt i brak pomysłu jak dalej rozwijać swoje umiejętności i wiedzę, bo mojej nauczycielki więcej w szkole nie ma jak jest i nie ma mi kto pokazywać różnych fajnych rzeczy”.

To jest faktycznie duży problem! Uważam, że osoby z bardzo dużą wiedzą, które nie dostały się do III etapu (zabrakło niewiele) znajdują się w wielce newralgicznym punkcie i potrzebuję motywacyjnej pomocy oraz wnikliwej analizy dotychczasowych przygotowań oraz ułożenia przemyślanego planu działania na kolejną edycję . Z jednej strony przerobili już teoretycznie wszystko, co trzeba było do drugiego etapu, w tym wiele zadań z poprzednich lat. Są wycieńczeni ostatnimi intensywnymi miesiącami przygotowań, w których dali z siebie wszystko, a rezultat nie mógłby być bardziej frustrujący – zabrakło tak niewiele!

Złość i beznadzieja, to pewnie dwie główne emocje, które teraz buzują się w środku i oczywiście narastająca rezygnacja. To wszystko prowadzi najczęściej do wielomiesięcznej przerwy i powrót do Olimpiady gdzieś we wrześniu i to z stosunkowo niską intensywnością.  A wiecie co się wtedy dzieje? Młodsze roczniki Was wyprzedzają!

Oczywiście, aby najlepiej pomóc musiałbym dokładnie poznać Twoją sytuację (co przerobiłeś, z jakich książek i wiele innych pytań), jednak jest sporo ogólnych wskazówek, do których radziłbym się zastosować :

  1. Wróć do podstaw. Matematyka – czy tam wszystko gra? Jesteś pewien, że poradzisz sobie z trudniejszymi logarytmami, funkcją liniową, rysowaniem wykresów, przekształceniami algebraicznymi itd? Jeśli nie, to poświęć na to chociaż jeden cały dzień. Potraktuj to także jako odpoczynek od chemii. Generalnie nie możesz już pozwolić sobie nigdy na sytuację, w której w zadaniu przyblokuje Cię kwestia matematyczna.
  2. Wróć do podstaw chemii, a więc do chemii ogólnej. Potrafisz narysować trudniejsze wzory Lewisa cząsteczek takich jak  \displaystyle NO   ,  \displaystyle CO   , \displaystyle NO_{2}   oraz ustalić ich budowę? Czy potrafiłbyś wyjaśnić dlaczego potas reaguje bardziej energicznie z wodą niż sód? Czy wiesz dlaczego istnieje cząsteczka \displaystyle PCl_{5}   , ale \displaystyle NCl_{5}   już nie? To często właśnie te braki w podstawach są kluczowe do tego, aby zrobić olbrzymi skok, zarówno w samym zrozumieniu chemii jak i ostatecznym wyniku na II etapie.
  3. Zacznij od przerabiania folderów A oraz I etapów. I zanim powiesz : ,,a ja już je przerobiłem” to od razu odpowiadam. Dopóki nie potrafisz napisać każdego I etapu na sto punktów, to znaczy, że z każdego jesteś w stanie coś wynieść. Wiesz jak zadecydować czy reakcja drugorzędowego chlorku z NaOH przebiegła zgodnie z mechanizmem \displaystyle S_{N}1   czy \displaystyle S_{N}2 ? Wiesz co to jest próba Lucasa? A co to są klatraty?  To są wszystko pytania z właśnie tych zagadnień na poziomie I etapu. Musisz wrócić do tych podstaw! Każdy ma gdzieś braki, pora je uzupełnić. Fakt, że byłeś w II. etapie nie oznacza, że jesteś teraz za dobry na I etap. Należy z podwiniętym ogonem, skrupulatnie, rzetelnie przekopać się przez te wszystkie zadania! Pamiętaj jeszcze jedną rzecz – zadań nie należy po prostu rozwiązywać! Należy także przyswajać wiedzę, która została podana we ,,wprowadzeniu” czyli jego opisie.
  4. Dopiero gdy zrobisz podstawy, zabierz się jeszcze raz za czytanie podręczników skoncetrowanych już na II etapie. Często popełniany błąd to przedwczesne czytanie Claydena, z którego tak naprawdę mało rozumiecie, podczas gdy sam ,,podstawowy” Murry wcale nie jest dla Was taki łatwy. Jeśli zrobisz Murry’ego czy Boyda, to wtedy zabierz się za Claydena. Zrób także wszystkie foldery B. Już wiele razy słyszałem jak ktoś mówi mi, że przeczytał 4 tomy Claydena, a nie wie np. co to jest aromatyczna substytucja nukleofilowa i jak ją rozpoznać.
  5. Symuluj warunki zawodów – ćwicz ciągłe, długie (co najmniej pięciogodzinne) sesje nauki lub rozwiązywania zadań. Ciągłe to oznacza, że nie wolno robić przerw na sprawdzanie fb, rozmawianie z kimkolwiek czy obiad i spanie. To musi być ciągła nauka. Tylko tak przyzwyczaisz się do tego długotrwałego wysiłku, a potem na zawodach Twoja wydajność będzie utrzymywać się na optymalnym poziomie.
  6. Jest jakiś dział, którego nie lubisz? Powinien stać się Twoją obsesją. Nie możesz mieć słabych punktów na II etapie. Ucz się, dopóki nie polubisz tego działu.
  7. Twórz własne zadania olimpijskie. To świetna metoda nauki, zupełnie innego rodzaju, niż to co robiłeś dotychczas. Pozwoli Ci to wskoczyć na nowy poziom. Pamiętaj, aby do tych zadań pisać pełne, oficjalnie rozwiązania – ćwiczysz wówczas poprawny język jak formułować odpowiedzi. To wszystko są właśnie detale, które będą decydować o Twoim sukcesie. Powodzenia!

 

7. ,,Najbardziej to, że wiem, że nie jestem dobra z chemii. Mam wrażenie ze nie potrafię połączyć jej w całość i, o ile rozumiem pojedyncze działy to czasami ciężko mi złączyć tą wiedzę. Oprócz tego jedyna z klasy myślę o OlChemie i naprawdę żałuję, że powiedziałam o tym nauczycielce. Teraz mam wrażenie, że nie mogę jej zawieść. Niestety to nie motywuje, a właśnie zniechęca.

Każdy z nas jest inny – są osoby, które chłoną wiedzę błyskawicznie, momentalnie łączą różne koncepcje i nie potrzebują nawet robić zadań z poprzednich lat, aby nowo zdobytą wiedzę przećwiczyć. I to może wydawać Wam się dołujące, bo na Olimpiadzie stężenie takich osób będzie znacznie większe niż w Waszej klasie. Dlatego perspektywa może być nieco wypaczona i będzie wydawać Wam się, że dosłownie każdy jest lepszy, szybciej się uczy i mimo, że poświęca mniej czasu na naukę to i tak osiąga lepsze wyniki.

Pamiętaj, żeby w swoim życiu otaczać się i porównywać do ludzi, którzy są od Ciebie lepsi! Takimi, którzy Cię inspirują, ciągną do przodu i sprawiają, że każdego dnia jesteś coraz lepsza! Tą zasadę, akurat wpoił mi do głowy mój brat : zawsze lepiej być najgorszym z najlepszych niż najlepszym z najgorszych! 

Nie przejmuj się, jeśli wydaje Ci się, że trudniej przyswajasz tą wiedzę. Sam fakt tego, że podjęłaś się udziału w OlChemie jest czymś naprawdę fantastycznym i jeśli tylko lubisz chemię, interesuje Cię ta piękna dziedzina nauki to ucz się jej, przygotowuj do zawodów (lub ucz się dla frajdy i radości poznawania świata). Musisz poświęcić na to po prostu więcej czasu niż osoby, do których być może się porównujesz.

Ja też porównywałem się do kolegi, który ciągle był dziesięć kroków przede mną. Wiedziałem, że uczę się więcej niż on, a mimo to zawsze był lepszy. Mało tego, potem jeszcze usłyszałem, że on zrobił tylko parę poprzednich edycji w ramach treningu, właściwie tylko po to, aby rozeznać się jak właściwie wyglądają zadania olimpijskie, podczas gdy ja fanatycznie przerabiałem zadania (WSZYSTKIE) i to po trzy razy.

Należy także zaznaczyć, że nie patrzyłem na niego z zazdrością czy zawiścią – takie podejście na pewno jest złe. Było wręcz przeciwnie, pomagaliśmy sobie nawzajem, czasem omawialiśmy zagadnienie, które nas zaciekawiło z książki czy też rzucaliśmy sobie syntezy do samodzielnego zrobienia i je sprawdzaliśmy. Potem okazało się, że kolega pojechał na Olimpiadę Międzynarodową! Więc dalej był dziesięć kroków przede mną, ale ja byłem już w finale, a więc cel spełniony. Na II etapie udało mi się nawet rozwiązać zadanie 4 z dobrym wynikiem (chyba 16,5 pkt) , podczas gdy jego to zadanie pokonało (chyba miał 4 albo 4,5). Oczywiście on po II etapie i tak był w top 10 (przy obecnych progach wyobrażacie sobie, że ktoś ma jedno zadanie na cztery punkty, a ma tak wysokie miejsce?), więc znacznie wyżej ode mnie, ale morał jest tego taki, aby trzymać się właśnie takich osób i starać się je nadgonić. I nigdy nie może temu towarzyszyć zawiść. Podobnie z drugiej strony – zawsze pomagajcie kolegom, koleżankom, którzy są od Was słabsi, którzy być może dopiero zaczynają przygodę z Olimpiadą Chemiczną. Musicie wiedzieć, że są oni w newralgicznym punkcie i bardzo łatwo będą się demotywować. 

Wracając do pytania – to, że jako jedyna startujesz w OlChemie nie jest niczym niesamowitym, ponieważ dokładnie w takiej sytuacji znajduje się wiele osób. Nauczycielka powinna się z tego faktu cieszyć i wspierać Cię na każdym kroku. Fajnie by nawet było, jeśli oprócz duchowego wsparcia udzieliła także merytorycznych porad : jak się przygotowywać, z jakich książek oraz w razie problemów z danym zagadnieniem Ci je wytłumaczyła.  To czego jednak nie może robić, to wymagać na Tobie, że masz nagle zostać finalistką.

Olimpiada to rzecz dodatkowa, dla chętnych, zatem nikt Cię do niczego nie zmusza. Nie chcesz, nie startujesz. Nic nie musisz. Rób to dla siebie, a nie dla kogoś innego. 

 

8. ,,Koszt książek mnie powstrzymuje – wydałem już dużo na biologiczne”.

Książki są drogie, to prawda. Problem jest także w osławionym już Claydenie i chemii fizycznej Atkinsa (podstawy, tzw. mały Atkins), których z niewiadomych przyczyn nie chcą dodrukować. Ja kupowałem Atkinsa za 80 zł, a rynkowe ceny to teraz chyba coś w granicach 300 zł.

Co zrobić? Po pierwsze, zredukować liczbę potrzebnych książek do minimum. Całą Olimpiadę da się na spokojnie zrobić na podstawie chemii ogólnej Atkinsa oraz chemii organicznej Murry’ego (wraz z rozwiązaniami). Do tego zostaje chemia nieorganiczna, jednak tutaj można nawet przerobić zadania z poprzednich lat i nauczyć się obliczeniowych metod rozwiązywania zadań. Zbliżają się Twoje urodziny, święta, jakiekolwiek inne okazje, z racji których dostaniesz jakiś upominek? Poproś o te książki. 

Oczywiście rozwiązaniem bezgotówkowym jest wypożyczenie książek z biblioteki (akademickiej), co może się wiązać z wyprawą do większego miasta. Kiedy byłem jeszcze w Bydgoszczy swoim uczniom mówiłem, żeby wybrali się do biblioteki, powiedzieli że są licealistami i przygotowują się do Olimpiady Chemicznej (co także wiązało się z długoterminowym wypożyczeniem książek). Nigdy nie było z tym problemu, chociaż czasem wymagali zaświadczenia od nauczyciela, że faktycznie do tej Olimpiady się uczycie.


 

Jeśli macie inne powody, dla których nie startujecie lub przekładacie to na następny rok, to piszcie w komentarzach lub bezpośrednio w wiadomości na facebooku.

A przy okazji, ten artykuł przebił barierę 250 tysięcy słów! To jak 1000 wypracowań z polskiego! Zakładając, że w danej klasie jest 30 uczniów i że piszecie 10 wypracowań w ciągu roku, to w ciągu całego liceum napiszecie ich łącznie tylko 900. Także troszkę się tego nazbierało!

Jednocześnie dzisiaj (11.08.2020) mija 25 miesiąc prowadzenia strony, a zatem wciąż utrzymuje się bardzo wysoka średnia miesięczna, która wynosi lekko ponad 10000 słów na miesiąc.

I będzie więcej!

Leave a Reply